labirynt

Wpis

czwartek, 14 października 2010

Perwersyjna Anne Bishop

To będzie dziwna recenzja. Pozytywna recenzja o książkach, które właściwie mają same wady. A i tak powaliły mnie na kolana. Może więc nie będzie to nawet recenzja, a zastanawianie się – dlaczego?

Za mną przeczytana błyskawicznie piąta część serii o Czarnych Kamieniach – „Splątane sieci”. Błyskawicznie, zresztą, przeczytałam całą serię. I chociaż zgadzam się z wszystkimi zarzutami, jakie pod adresem autorki wysuwa ninedin, to i tak mam na punkcie tych książek bzika. Ot, taka totalna odskocznia od realnego świata, diablo wciągająca i pełna magicznego uroku. Nie będę streszczać fabuły, bo przez 5 tomów trochę się nakomplikowało, poza tym inni zrobili to już świetnie za mnie (polecam recenzje clevery), a poza tym mam problem do przeanalizowania ;)

Ale zacznijmy od początku. Trylogia „Czarne kamienie” pochłonęła mnie bez reszty tuż przed obroną magisterską i od tamtej pory nie mogłam doczekać się kolejnej części. Emocjonalność bohaterów jest w tych książkach skrajnie przerysowana, mężczyźni oddani swym kobietom do granic czytelniczej wytrzymałości, zachowania mało racjonalne, rozterki trochę śmieszne, złość zawsze objawia się "niebezpiecznie łagodnym" głosem, a wszystko okraszone jest dużą dawką erotyki, często brutalnej i wpływającej na każdy inny aspekt życia bohaterów, którzy zresztą rozprawiają o tym z każdym kto ma (lub czasem i nie ma) ochoty słuchać. Trzeba uczciwie przyznać, że wszystko jest tutaj przesadzone, a już sfera seksualna najbardziej. Bo tytuł notki nie wziął się z niczego. Książki nie nadają się dla dzieci - pełno tutaj rzeczy, o których dzieci czytać nie powinny: gwałty, pedofilia, sadystyczne przyjemności, odgryzanie tego i owego, seksualni niewolnicy, kastracja, prostytucja, a nawet - o zgrozo - straszny poranny małżeński seks ;)

Nie wiem właściwie na czym polega fenomen autorki, która mimo tak licznych błędów zdobyła równie liczne serca fanów (co wnioskuję z recenzji na blogach, głównie entuzjastycznych). Nie wiem dlaczego ja, której podlotkiem nazwać już nie można, ja, która romanse wrzuca na sam koniec listy do przeczytania (a i to rzadko), dałam się tak oczarować bohaterom tych powieści. I to głównie męskim bohaterom, trzeba przyznać – bo Daemon (zwany Sadystą) i Lucivar (fonetyczna zbieżność imienia do „Lucyfer” nieprzypadkowa), a nawet Saetan SaDiablo (Wielki Lord Piekła :) ) rozkładają na łopatki. Są silni, mężni, oddani, lojalni, gotowi do poświęceń, niebezpieczni nawet gdy zniewoleni… Przemawia to do kogoś, kto kiedyś kochał się w Kmicicu :) Główna bohaterka natomiast – Jaenelle – no jakoś nie przypadła mi do gustu. Niby najpotężniejsza osoba w powieści, a ciągle ją trzeba ratować, jest zbyt mimozowata jak na mój gust, brak jej empatii  i w  ogóle to nie wiem co Daemon w niej widzi… ;)

Mamy jeszcze Surreal, byłą prostytutkę, która byłaby całkiem fajną kobiecą postacią, gdyby tylko choć na chwile przestała przypominać sobie i czytelnikom, że jest byłą prostytutką. To ona właśnie staje się główną bohaterką V tomu, którego fabuła przypomina nieco konstrukcję filmów typu „Piła”. Myślę zresztą, że wydawca świetnie wstrzelił się czasowo z publikacją (przypadkiem zapewne), bo ostatnio coś się modnie zrobiło na takie książki, że wspomnę chociażby „Instytut”. Mamy więc dom-pułapkę, mordercze monstra i furię rodziny SaDiablo, która nie lubi gdy się z nią tak pogrywa. Oj, nie lubi.

Co więc mnie tak urzekło? Może to, że książki wciągają tak bardzo, akcja toczy się tak szybko, że nie ma czasu się zastanawiać  nad mało przekonującymi reakcjami bohaterów, nad nieprawdopodobnym biegiem fabuły. W końcu – to jest fantasy do cholery! – i można przymknąć oczy na parę szczegółów. A może właśnie to, że bohaterowie są tak gwałtownie reagujący, targają nimi przy byle okazji emocje tak silne, że przejmująco się o tym czyta, a niekoniecznie samemu by się chciało przeżywać? Mamy też tutaj sporo zabawnych sytacji i dialogów, a fajnie jest jak można się nad książką pouśmiechać. I ostatecznie miło pomarzyć, że trzeba się siłą i sposobem wykręcać od rozpieszczania przez swojego mężczyznę, co by nas nie zagłaskał na śmierć, a każda nasza łza wyzwala w nim morderczo-opiekuńcze isntynkty i szklisty wzrok ;)

Trochę sobie żartuję, ale bądźcie pewni, że polecam. Bardzo polecam. I niech już wyjdzie kolejna część.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
ninetaj
Czas publikacji:
czwartek, 14 października 2010 21:01

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • clevera napisał(a) komentarz datowany na 2010/10/14 21:23:02:

    Skłaniam się to tego ostatniego przypuszczenia. To emocje, które wywołuje w czytelniku, jeśli nawet przekazane prostym językiem, ale może dlatego tak żywe, bo realne. Poza tym ci mężczyźni, za którymi kobiety tęsknią, silni, ale okiełznani przez kobiety. Łatwo się utożsamić z jakimkolwiek bohaterem, takim pełnym nadludzkiej mocy, a jednocześnie człowieczym. Mnie nadal najbardziej podobała się Księga VI.:)

  • mandzuria23 napisał(a) komentarz datowany na 2010/10/14 22:32:04:

    Ha, wspaniała recenzja! To takie irracjonalne - zaczytywać się w książce, która zwłaszcza na pierwszy rzut oka ma same wady... a jednak tak dokładnie jest! Ja marudzę, ale potem nie śpię całą noc, żeby doczytać IV tom, no bo jak tu można iść spać, jeszcze tylko rozdział, podrozdział, strona... I zdarza mi się przy tych książkach chichotać jak wczesnej nastolatce i... cóż, no już się cieszę na V tom, który czeka na półce ;) Pozdrawiam!

  • ninetaj napisał(a) komentarz datowany na 2010/10/20 06:44:20:

    clevera - VI powiadasz? ale wiesz, że nie będzie o Daemonie? ;p

    mandzuria23 - takich "zarażonych" tymi książkami jak my jest chyba dużo więcej ;)

Dodaj komentarz

Kanał informacyjny

Napisz do mnie
annamea(at)gmail.com