labirynt

Wpis

poniedziałek, 02 stycznia 2012

Podsumowania

Chociaż od dawna nie pisałam, nie mogę oprzeć się pokusie podsumowania mijającego roku. Brak recenzji nie oznacza bynajmniej, że nie czytałam, chociaż chciałabym czytać więcej. Jednakże nowe obowiązki, dużo zajęć, trochę kłopotów ze zdrowiem i jeszcze więcej z emocjami odciągnęły mnie skutecznie od bloga. Ale tylko własnego! Inne blogi książkowe śledziłam pilnie i trzymałam rękę na pulsie jeśli chodzi o polecane pozycje.

Nie da się jednak w podsumowaniu nie zauważyć, że nie mam czym się chwalić jeśli chodzi o recenzowanie. Moja ulubiona książka mijającego roku na szczęście doczekała się recenzji. Mowa o "Stowarzyszeniu Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek". Tak, tak, nic ambitnego, muszę przyznać. Ale dała mi to, co przez ostatnie miesiące było mi najbardziej potrzebne - porządną dawkę ciepła i szczęśliwe zakończenie. Trochę kojarzy mi się ta książka z powieściami Jane Austen, trochę z ciepłym letnim popołudniem, a trochę z termoforem na zmarzniętych stopach ;)

Zaraz za "Stowarzyszeniem..." plasuje się w moim prywatnym rankingu cieniutka, a jakże pełna treści i emocji książka "Ból kamieni" Mileny Agus. "Seria z miotłą" jak zwykle nie zawiodła, a ta krótka lektura zdecydowanie zasługuje na recenzję - mam nadzieję, że zmobilizuję się do popełnienia takowej.

Mimo, że "Ból kamieni" aż pulsuje od skrywanego pod skórą cierpienia, walki z samym sobą, życia pozbawionego zrozumienia, to podobnie do "Stowarzyszenia..." jest powieścią ciepłą i dobrą, chociaż nie przynosi ukojenia i spokoju, nie pozwala też poddać się wygodnej rezygnacji. Polecam!

Generalnie jednak trudno mi było znaleźć w roku 2011 książkę przykuwającą do fotela, często, mimo pozytywnych recenzji, które decydowały o wyborze moich lektur, nie dałam się porwać historii, czytałam bez zaangażowania, jakby obok samej siebie, a na pewno gdzieś obok fabuły. Końcówka roku była zdecydowanie lepsza - ale moje recenzencyjne zaległości nie dadzą w tej chwili nikomu pełnego obrazu sytuacji. Postaram się poprawić!

Za największe rozczarowanie roku uznaję "Ofiarę w środku zimy" Monsa Kallentoft. Kryminał z filozoficznymi i egzystencjalnymi aspiracjami, przegadany, niepotrzebnie udziwniony. Ale przynajmniej była to książka, którą jakoś zapamiętałam, bo lektur słabych, nijakich, o których nie pisałam, bo nie wiedziałam co właściwie napisać było w tym roku więcej, zlały mi się w jedno gdzieś w zakamarkach pamięci i nawet nie potrafię już odgrzebać ich tytułów.

Na Nowy Rok życzę Wam i sobie jak najwięcej porywających, fascynujących tytułów, które oderwą od rzeczywistości lub pokażą ją z innej perspektywy. Dodatkowo, przerażona ilością książek, które przybywają na moje półki i grzęzną tam na długie miesiące, tak starannie wybierane a następnie nieczytane (bo biblioteka, bo coś nowszego, bo coś innego, pożyczonego domaga się uwagi w pierwszej kolejności), postanawiam ograniczyć zdecydowanie zakupy, a skoncentrować się na tym co mam. Zaszalałam ostatnio w empiku i nie opuszczają mnie obecnie wyrzuty sumienia. Dyspensy udzielam sobie jedynie na kolejne części "Czarnych Kamieni" (guilty pleasures, a co ;)) i długo wyczekiwanego "Okaleczonego Boga" Eriksona, zwieńczenie serii "Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych" - fantastycznej, monumentalnej epopei. (Tak przy okazji - Martin ze swoim przyjemnym CZYTADŁEM "Pieśni Lodu i Ognia" do pięt nie dorasta Eriksonowi. Amen.)

No to się rozpisałam. Wszystkiego najlepszego w 2012 roku Kochani!

P.S.: Pod choinką znalazłam Kindla, dlatego tak łatwo mi szumnie zapowiadać ograniczenie zakupów papierowych książek ;)

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
ninetaj
Czas publikacji:
poniedziałek, 02 stycznia 2012 19:16

Polecane wpisy

Kanał informacyjny

Napisz do mnie
annamea(at)gmail.com