labirynt

Wpis

środa, 30 stycznia 2013

"Klucz do ogrodu", klucz do książki...

Miałam problem z tą książką. Przez pierwsze 37 stron zastanawiałam się czy już przestać czytać czy jeszcze dać jej szansę. Odłożyłam. Ale ciekawość jednak zwyciężyła, a potem nadeszła 38 strona i kolejne, a ja przepadłam całkowicie. Znakomicie napisana powieść, wyśmienita historia, wspaniały język.

„Klucz do ogrodu” to opowieść o domu i kawałku terenu, na którym stoi ten dom. Dom zamieszkiwany jest kolejno przez następujące po sobie rodziny, przypadkowych właścicieli, służbę, gości, najemców… A każdy z nich ma do opowiedzenia swoją niepowtarzalną historię, swoje powody i nadzieje, każdy z nich opuszczając ten dom i ten teren czuje się niepocieszony i wyrwany z miejsca, do którego przynależy. Wszystko się zmienia, trwa jedynie dom. I ogrodnik. I zamki otwierane wszystkie jednym kluczem. Zeiss Ikon. Niemiecka jakość. Wspominałam, że dom został wybudowany w Niemczech?

Dlatego zaglądając przez okna domu, lub też wyglądając przez nie, możemy podejrzeć losy zarówno żydowskiej rodziny, która odsprzedała teren za połowę wartości rynkowej kiedy przyszło uciekać, architekta, który po podziale Niemiec musi opuścić swoje najukochańsze dzieło, żonę architekta, która przed rosyjskimi żołnierzami ukrywała się w garderobie, zatwardziałą komunistkę, którą zdradziły ideały, i wielu innych, których dni w jakimś momencie ich życia toczyły się w tym miejscu. Najbardziej poruszyła mnie historia żydowskiej dziewczynki, która kiedyś nazywała się Doris i uczyła się grać na fortepianie, ale w pewnym momencie obie te rzeczy przestały mieć jakiekolwiek znaczenie…

Powieść jest doskonale skonstruowana, jeśli już oswoimy się z kluczem według jakiego została napisana. Dlatego na początku stawiła mi opór – nie byłam przygotowana, na to co mi zaserwowano. Później, rozsmakowałam się w krótkich rozdziałach napisanych z punktu widzenia różnych osób, w kawałkach historii, które niczym warstwy cebuli przesłaniały mi z początku widok na kolejną część tej samej opowieści. Dodatkowo, te różne punkty widzenia, te puzzle układające się ostatecznie w historię domu i jego właścicieli poprzez zawieruchę dziejów, bardzo zgrabnie poprzedzielane są tonującymi wszystko rozdziałami o ogrodniku i jego wytrwałej pracy.

Niesamowita książka. I doskonała – o czym już wspominałam - w warstwie językowej. Zabawa słowem, zabawa treścią, lekkie przeskakiwanie z jednej formy na inną, pozorne pomieszanie z poplątaniem. A jednak nie mogę otrząsnąć się z podziwu dla starannego planowania autorki. I z wrażenia, jakie tak użyty język, na mnie zrobił. Gorąco polecam.



Ocena: 5.5/6

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
ninetaj
Czas publikacji:
środa, 30 stycznia 2013 18:52

Polecane wpisy

Kanał informacyjny

Napisz do mnie
annamea(at)gmail.com