labirynt

Wpisy

  • wtorek, 26 stycznia 2010
  • wtorek, 12 stycznia 2010
    • Bohaterowie umierają. I parę słów o cyklach.

      "-Może po prostu chciałabym móc uwierzyć, że poza przemocą 
      jest coś, do czego podchodzisz z pasją. Może czasem
      chciałabym być równie ważna jak zabijanie ludzi...
      - Cholera, to niesprawiedliwe...
      -Niesprawiedliwe? Chcesz sprawiedliwości? Pozwól, że 
      zacytuję ciebie: >>Wierzę w sprawiedliwość, dopóki
      trzymam nóż na gardle sędziego.<<"
      ("Bohaterowie umierają" Mathew Woodring Stover)

      Nie ujmując nic tzw. "kobiecej fantasy", to męska jej odmiana jest tym, co lubię najbardziej. I tak, uważam, że taki podział istnieje i można wyróżnić takie nurty. Wątpiących odsyłam do "Kłamcy" i "Siewcy wiatru" - niech mi ktoś powie, że nie widać różnicy. Choć zgodzę się, że niekoniecznie autorem "męskiej fantasy" musi być mężczyzna a kobiecej - kobieta... Ogólnie jednak, jeśli chcę sobie przeczytać romans to sięgam po Philippe Gregory, jeśli łaknę fantasy... Cóż. "Bohaterowie umierają" to na pewno nie był zły wybór ;)

      Książka Matthew Woodring Stover'a zaspokoiła mój niedawny apetyt na krwawe opowieści. Poziom agresji i przemocy jaki wylewał się z kartek był dokładnie taki, jakiego potrzebowałam dla rozładowania emocji i zatrzymał się dokładnie przed linią, za którą byłby już niesmaczny i bulwersujący.

      Mówiąc najprościej - jestem zachwycona. Mamy tu ciekawą alegorię naszych reality show - oto w przyszłości nauka jest na tyle rozwinięta, że możliwe jest niemal wszystko, a branża rozrywkowa na tyle wyeksploatowana, że nie może się obejść bez Aktorów przeżywających swe przygody w innym świecie na oczach milionów widzów. Ów inny świat odpowiada światom fantasy do jakich przywykliśmy - magia, zakony, cesarstwa - a widzowie śledzą wszystko oczami Aktora, słyszą jego myśli, bogatsi mogą sobie nawet pozwolić na odczuwanie tego co on. Jest i główny bohater - waleczny, zręczny i podziwiany, tylko, że nie honorowy, dobry i sprawiedliwy. Nie, nie, proszę Państwa - Caine jest egositycznym i brutalnym facetem, który nie waha się przyjmować paskudnych zleceń od paskudnych ludzi by mordować innych ludzi - paskudnych bardziej lub mniej, nie liczy się z konsekwencjami, wywołuje sporo zamieszania, a swoje własne pragnienia stawia na pierwszym miejscu. Jest panem siebie i swojego życia zupełnie inaczej niż Hari, grający go aktor, którego wiążą różnice kastowe i kontrakt ze Studiem... Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że Caine-Hari to taki do gruntu zły facet, czarny charakter. Powiedziałabym, że raczej temperamentny ;) Pech chciał, że istnieją ludzie, którzy chcą nadepnąć Caine'owi na odcisk. Jeszcze większy pech, że istnieją też tacy, którzy chętnie widzieliby Hariego na dnie. Ewentualnie martwego - za przeżycie śmierci Aktora widzowie na całym świecie zapłacą miliony, prawda?

      Na samym Cainie zresztą talent pana Stover'a do wymyślania nietuzinkowych postaci się nie skończył. Mamy też cesarza uważającego się za boga i tworzącego wielkie dzieło z krwi "swoich dzieci", mamy paru innych wprawionych w zabijaniu ludzi, mamy Króla Ściemy i elfią... Hmm, przeczytajcie sami. Tylko pamiętajcie - bohaterowie też umierają.

      Poza wciągająca akcją i ciekawymi bohaterami ta książka ma jeszczwe jeden plus. Mimo, że jest to pierwsza część serii, historia w niej opowiedziana jest całością, zaczyna się na pierwszej stronie i kończy na ostatniej, nie trzeba gnać do empiku po kolejną książkę, by dowiedzieć się "co dalej". Ok, dalej też coś jest, ale jeśli ktoś ma ochotę zatrzymać się w tym miejscu to wie wszystko co powinien wiedzieć, żadnych niedomówień, żadnych zawisłych w powietrzu pytań. I kiedy na półkach w księgarniach tyle teraz serii, cykli, i książek rozbijanych na tomy, odbieram to jako prawdziwe błogosławieństwo.

      Jest też i minus, żeby nie było za wesoło - nie znam się na procesie wydawania książki, ale z całą pewnością przy wydawaniu tej książki ktoś się nie popisał. Tłumacz? Redaktor? Błędy stylistyczne tak bijące po oczach, że przez kilka następnych stron więcej niż o fabule myślę o tym, jak to możliwe, żeby taki błąd zrobić zdarzają się w książkach wydawnictwa MAG niestety dość często. Może 2-3 takie błędy na prawie 400 stron to nie jest dużo, jednak skoro inne wydawnictwa potrafią takich wpadek uniknąć to i MAG się powinien nauczyć.

      Ocena: 5.5/6

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Bohaterowie umierają. I parę słów o cyklach.”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 stycznia 2010 19:08
  • sobota, 09 stycznia 2010
    • Recenzje zebrane - Pratchett, Coben, Shreve i Panarello

      W ostatnim czasie przeczytałam parę książek i nie od razu podzieliłam się z Wami wrażeniami, a teraz, po prau dniach lub tygodniach ciężko zagłębić się w analizę. Postanowiłam więc przedstawić Wam cztery książki, każdą inną od pozostałych, w zaledwie paru zdaniach - by zaznaczyć ich obecność w mojej czytelniczej przeszłości ;)

      Na pierwszy ogień - Terry Pratchett i "Straż nocna". Co ja mogę powiedzieć? Mistrzostwo :) Uwielbiam cały Świat Dysku, odkryłam go dla siebie dopiero półtora roku temu i od tego czasu czytam wszystko co Terry napisze :) A on szyko pisze, całe szczęście! Dodatkowo, cykl o strażnikach miejskich należy do moich najulubieńszych i również ta pozycja ani trochę mnie nie rozczarowała. Komendant Vimes przeniesiony do przeszłości wraz ze ściaganym mordercą? Cudownie. Szkolący samego siebie? Miodzio. Tęskniący za rodziną ale jak zwykle ryzykujący wszystko w imię honoru i twardej strażniczej lojalności? Poezja :) Uwielbiam, po stokroć uwielbiam i gorąco polecam.

      Ocena: 6/6

      O "Nie mów nikomu" Harlana Cobena również mogę powiedzieć jedynie dobre rzeczy. Wartki kryminał, wciągający tak jak powinien - czyli mocno, ciekawy pomysł na fabułę, i naprawdę zły, diablesko okrutny morderca. Ani się obejrzałam i już mi się książka skończyła ;) Historia pogrążonego w żałobie lekarza, nie potrafiącego pogodzić się z zabójstwem żony, do którego nieoczekiwanie zaczynają przychodzić tajemnicze emaile wlewające do jego serca na przemian nadzieję i strach. Nagle okazuje się, że nic nie jest takie jak wygląda, a poczucie bezpieczeństwa rozwiewa się jak mgła o poranku. Zło nigdzie sobie nie poszło, czaiło się tuż za rogiem, a skoro już się ujawniło to nie oszczędzi nikogo.

      Ocena: 5/6

      Kolejna książka to mój allegrowy łup - po pojawieniu się kilku recenzji na temat "Wyznań" Anity Shreve zaczęłam bliżej przyglądać się książkom tej autorki i tak trafiłam na "Pasje tajemne". Historia smutna, tragiczna - o maltretowanej przez męża kobiecie, która próbuje uciec i na nowo ułożyć życie sobie i malutkiej córeczce. Co zrobi gdy wszystkie jej nadzieje legną w gruzach? Jak zareaguje małomiasteczkowa społeczność, u której szukała schronienia? Powiem tylko tyle, że zakończeniu daleko jest do cukierkowego różu okładki. Książka poprawna, trochę chyba za krótka na oddanie tragizmu sytuacji.

      Ocena: 4/6

      Na koniec jedna z najgorszych książek jakie miałam okazje czytać. Już sam tytuł - "Zapach twojego oddechu" - budził we mnie mieszane uczucia. No jakoś nie kojarzy mi się dobrze - czym może pachnieć czyjś oddech? W najlepszym razie gumą miętową lub pastą do zębów, prawda? Zostawiając tytuł - jestem na jedno wielkie nie. Bo o czym jest ta historia? O miłości, zazdrości, trudnych wyborach? Czyli banały, w dodatku podane w sposób dla mnie absolutnie niestrawny. Wybujały temperament autorki, wulgarność jej wypowiedzi, agresja podszyta samouwielbieniem dla swojego talentu i zachłyśnięcie się sukcesem (niezrozumiałym moim zdaniem) to są rzeczy, które można znaleźć w tej książce. Dziękuję bardzo, nie chcę więcej.

      Ocena: 1/6

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      sobota, 09 stycznia 2010 15:53
  • czwartek, 07 stycznia 2010
    • Jesień cudów

      Zupełnie przypadkiem zaczęłam czytać moją pierwszą - i pewnie nie ostatnią - książkę Jodi Picoult. Miało to być tylko ot tak, dla zabicia czasu w "oczekiwaniu na", a zanim się zorientowałam - nie mogłam się oderwać. Potwierdzam - ta pisarka wie jak przykuć czytelnika do książki, a do dyskusji nad jej bardziej lub mniej dobrym stylem pisania się nie przyłączę, gdyż nie przebił się on do mnie poprzez nurt opowiadanej historii. Byłam zaczytana tak bardzo, że nie zostało już miejsca na myśli w stylu: o, jak fajnie/beznadziejnie napisane; byłam tylko ja i opowiadana historia, i przyjemnie spędzony czas.

      "Jesień cudów" to polski, moim zdaniem niezbyt trafiony tytuł. Oczywiście zgadzam się, że trudno byłoby przełożyć angielską grę słów i z oryginalnego "Keeping Faith" (zatrzymać Faith - imię bohaterki, ale i zatrzymać wiarę, bo to właśnie oznacza owo imię) stworzyć coś równie dwuznacznego, ale "jesień cudów" brzmi jakoś tak banalnie... Ale i początek historii jest banalny, bo mamy oto niezbyt stabilną emocjonalnie kobietę, która niespodziwanie wraca ze swoją siedmioletnią córką, Faith, do domu i zastaje tam męża z kochanką... Dla obu głównych bohaterek - matki i córki - jest to cios, z którym nie do końca potrafią sobie poradzić. Wkrótce przestaje jednak być banalnie gdy po wyprowadzce ojca i rozwodzie rodziców Faith wymyśla sobie przyjaciółkę i  zaczyna ową przyjaciółkę nazywać Bogiem. Pewnie nikt nie traktowałby tego poważnie gdyby Faith nie wskrzesiła ze zmarłych swojej babci... Rozpętuje się medialna burza, pod domem bohaterek koczują dziennikarze i fanatycy religijni, a wszyscy zadają sobie pytanie - czy mamy oto nową prorokinię czy oszustkę, a może dwie oszustki - bo wielu wkrótce zaczyna podejrzewać matkę Faith o stanie za całą historią. Wątpliwości jest wiele, jak choćby najbardziej rzucające się w oczy żydowskie pochodzenie dziewczynki, która nagle zachowuje się jak katoliccy święci, ba, zna nawet imiona paru z nich i cytuje Biblię, choć nigdy nie miała jej w rękach... Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej gdy na dłoniach dziewczynki pojawiają się rany, a prowadzący lekarz sugeruje stygmaty... Jakby było mało tego wszystkiego ojciec Faith nagle stwierdza, że lepiej zaopiekowałby się córką niż jego była żona, rozpoczyna się głośny proces o prawo do opieki, a świadkowie obu stron wzajemnie sobie zaprzeczają. I ma miejsce jeszcze dużo, dużo innych wydarzeń :) A po skończeniu ciągle mam wątpliwości jak było naprawdę...

      Na pewno nie jest to dzieło wybitne. Ot, spora dawka dobrej rozrywki, świetny odciągacz od codziennych problemów. Nie polecam tym, którzy mają mało czasu (czyli także sobie i póki co muszę się trzymać od książek tej pani z daleka) :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Jesień cudów”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      czwartek, 07 stycznia 2010 10:35
  • środa, 06 stycznia 2010
  • piątek, 01 stycznia 2010
    • To może i ja coś podsumuję ;)

      Na książkowych blogach wysyp podsumowań, aż mnie naszła ochota, żeby zrobić swoje własne i trochę się pochwalić. Postanowiłam podsumować Gwiazdkowo-Mikołajowe prezenty książkowe nie-stosikowo :)

      Bardzo dobry Mikołaj przyniósł mi w tym roku:

      Książka tak zachwalana na blogach, że moja początkowa obojętność przerodziła się w gorącą chęć posiadania i sprawdzenia na własne oczy czy rzeczywiście zostanę przeniesiona w świat baśni z tysiąca i jednej nocy...

      Terry'ego Pratchetta nie muszę chyba nikomu przedstawiać. Wykreowany przez niego Świat Dysku jest jedną z moich ulubionych krain - lubię ją odwiedzać zarówno na poprawienie humoru jak i wtedy, gdy nastrój mi dopisuje, by sprawdzić co u dobrych znajomych... Nareszcie "Świat finansjery" wprowadził się na mój regalik.

      2009 rok upłynął mi niejako pod znakiem książkowych serii - cieszę się, że Mikołaj wspomógł mnie w uzupełnianiu kolekcji :) Niestety nie mogę pochwalić się przeczytaniem pierwszej części o śmiertelnych igrzyskach, gdyż po recenzji padmy obawiam się, że zbyt bym cierpiała w oczekiwaniu na trzeci tom :) Czekam więc aż pojawi się całość, a książki Suzanne Collins już posiadane jawią mi się jako słodka obietnica...

      Może ktoś z Was podziela moją niecierpliwość na wieść o każdej nowej książce Arturo Perez-Reverte? Niestety, nikt z moich bliskich nie potrafi wczuć się w tę ciężką, przyznaję, prozę. Książki tego autora nie należą może do najłatwiejszych, to nie jest "przelatywanie" po stronach ale żmudne zmaganie się z niejednoznacznymi historiami, dla mnie jednak mające nieopisany urok. Jego ostatni "Batalista" zwalił mnie z nóg i mam nadzieję, że z "Dniem gniewu" będzie podobnie.

       

       

      No ale nie samym odbieraniem prezentów człowiek żyje :) Ja też z przyjemnością wcieliłam się w rolę Mikołaja oraz doradcy Mikołaja i wybrałam następujące pozycje:

      Dla mojego M. Kultura obrazkowa, ot co ;)

      Dla Siostry nastoletniej. Trochę w ciemno, mam nadzieję, że trafione ;)

      I książka, której okładki polskiego wydania nie mogę znaleźć nie łamiąc niczyich praw autorskich- "Dwie kobiety" Diany Hellmann - dla Mamy. Historia o walce z nowotworem, książka bardzo przejmująca, którą moja Mama już niegdyś posiadała, niestety nie wróciła z "pożyczenia" - nieodżałowana, do teraz, strata. Polowanie na allegro przez miesiące wreszcie zakończone sukcesem :)

      Ciężko byłoby mi wybrać najlepszą przeczytaną przeze mnie w tym roku książkę, było naprawdę sporo takich, które wciągały i poruszały. Dużo łatwiej poszłoby z najgorszą, ale po co komu takie negatywne rankingi :) Mamy rok 2010 i trzeba z nadzieją patrzeć na rynek wydawniczy :) I powiem szczerze, że już w pierwszych trzech miesiącach pojawia się tyle interesujących nowości, że jest z czego wybierać... Osobiście czekam niecierpliwie na "Przekleństwo Odi" i bardzo denerwuje mnie ciągłe przesuwanie daty wydania

      I oczywiście na kolejny tom moich ukochanych, wielbionych ponad wszystko, wyczekiwanych "Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych" :)

      Szczęśliwego Nowego Roku moje drogie Mole Książkowe!!!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „To może i ja coś podsumuję ;)”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      piątek, 01 stycznia 2010 18:00

Kanał informacyjny

Napisz do mnie
annamea(at)gmail.com