labirynt

Wpisy

  • poniedziałek, 24 stycznia 2011
    • "Niewidzialny pierścień" A. Bishop - bezwstydnie się będę zachwycać :)

      Wszystko co złe w serii "Czarne kamienie" opisałam w poprzedniej na jej temat notce i jeśli chodzi o najnowszą wydaną u nas książkę - nic się nie zmieniło. Ale sumienie mam już czyste, ostrzegałam co jest przedobrzone a co nieudane i zapewniałam, że zupełnie mi to nie przeszkadza, mogłam więc z dziką rozkoszą rzucić się na "Niewidzialny pierścień". Co też uczyniłam. I najchętniej zaraz zaczęłabym jescze raz bo tak mi ogromnie żal, że książka już się skończyła a ja znów wróciłam do rzeczywistości.

      Dla miłośników serii będzie to olbrzymia gratka - dostaną bowiem w swoje ręce historię sprzed czasu opowieści zawartej w trylogii, Jaenelle nie ma jeszcze na świecie, a zła Dorothea SaDiablo ma się za to znakomicie. Nie mogę się tylko zdecydować czy zabieg zastosowany przez wydawcę na okładce był niesmaczny czy słuszny - notka wydawnicza zaczyna się od słów "Kiedy Jaenelle Angelline szukała sposobu, jak ochronić Krwawych z Królestwa Kaeleer przed uderzeniem własnej Hebanowej mocy, Daemon Sadi opowiedział jej historię Szarej Pani, której kilka wieków wcześniej udało się tego dokonać. Nie wspomniał jednak o roli, jaką sam pełnił w tej historii. Niewidzialny Pierścień jest relacją z tamtych wydarzeń." Po przeczytaniu książki już wiem, że chodziło tylko o przyciągnięcie starych czytelników, gdyż Jaenelle nie ma w tej opowieści... Czy takie niedopowiedzenie, świadome wprowadzanie w błąd zasługuje na pochwałę? Zupełnie nie. Czy jednak gdyby ktoś wiedział, że tym razem pani Bishop opowiada historię nie związaną z rodziną SaDiablo i z tego powodu nie sięgnął po książkę to nie byłoby szkoda? No byłoby. Mimo wszystko sprawę powinno się stawiać jasno, a nie stosować takie gierki...

      Słowo się więc rzekło. W "Niewidzialnym pierścieniu" nie ma Jaenelle, nie ma Saetana, nie ma Surreal, nie ma Lucivara, nie ma Daem... A nie. Daemon jest :) Może epizodycznie ale bardzo znacząco. Wstrząsająco. Tak jak to tylko Sadysta potrafi zaznacza swoją obecność bardzo wyraźnie i wpływa na bieg wydarzeń... A dla wszystkich, którzy martwią się brakiem wyżej wymienionych postaci zapewniam, że to co dostejmy w zamian w zupełności wystarcza. Jest aż nadto. Zwłaszcza, że niemal każdy coś ukrywa i z reguły jest to COŚ pisane z dużych liter.

      Główny bohater to Jared, niewolnik dla przyjemności kupiony właśnie przez siejącą strach Szarą Panią. Nikt nigdy nie słyszał ani słowa o niewolnikach, których kupiła Królowa z Szarym Kamieniem, budzi więc strach i nienawiść: "W kwaterach niewolników po ciemku przekazywano sobie szeptem plotki, ostrzeżenia i rady. Wszyscy wyznawali jedną zasadę: lepiej zostać wychłostanym, niż należeć do Dorothei SaDiablo, lepiej należeć do Dorothei, niż umrzeć w kopalniach soli Pruul, ale lepiej, dużo lepiej umrzeć w kopalniach soli, niż dać się dotknąć Gryzelli, Szarej Pani" (A. Bishop "Niewidzialny pierścień"). Szara Pani, Jared i kilkoro innych niewolników wyruszają w podróż do Dene Nehele i jest to podróż pełna przygód, niebezpieczeństw i niespodziewanych zwrotów akcji... Bo Dorothea nie chce mieć w pobliżu swoich terenów tak silnej Królowej, nie może sobie na to pozwolić... Nie dość więc, że grupa musi walczyć z wszelkimi możliwymi przeciwnościami, w tym także ze swoimi własnymi demonami przeszłości, to jeszcze okazuje się, że wśród nich znajduje się szpieg... I przyznam szczerze, że do samego końca myliłam się co do jego tożsamości! Na wpół obłąkany wojownik? Były strażnik? Pół-krwawy? Nastolatek z uprzedzeniami? A może niewyszkolona i charakterna Czarna Wdowa? Książe Wojowników udający, że nim nie jest? Układy, zależności, sympatie i antypatie ulegają ciągłym przetasowaniom, nic nie jest takie jakim się wydaje, a i własnym oczom nie bardzo można wierzyć gdy wokół tyle magii i iluzji...

      Tak się cieszę, że na okładce jest już zapowiedź następnej książki z serii - "Przymierze ciemności". Nie mogę się doczekać kolejnej dawki nadgorliwej opiekuńczości mężczyzn i wybuchowego charakteru kobiet, zgryźliwych dialogów i mieszanki romantyczno-emocjonalno-sentymentalnej, tak kiczowatej i słodkiej jak najlepsza czekolada, której nie można przestać jeść aż do ostatniej kostki. Aż do ostatniego okruszka. A nawet wtedy wywraca się sreberko, żeby sprawdzić czy na pewno już nic nie zostało...

      Ocena: 5.5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „"Niewidzialny pierścień" A. Bishop - bezwstydnie się będę zachwycać :)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 stycznia 2011 18:30
  • niedziela, 23 stycznia 2011
    • Przenikające się światy w "Małe, duże"

      Wiele zachwytów naczytałam się o książce J. Crowley'a "Małe, duże" i nastawiałam się na fantastyczną ucztę realizmu magicznego, do której - przyznaję - robiłam kilka podejść przez ostatnie pół roku. Być może nie dorosłam do tej książki, ale rozczarowałam się bardzo, męczyłam okrutnie i zmarnowałam sporo czasu podczas gdy inne książki czekają...

      A zapowiadało się bardzo dobrze. Początek jest fascynujący - oto Smoky Barnable przemierza pieszo kraj by dotrzeć na swój ślub z piękną i tajemniczą Daily Alice Drinkwater. Gdy spotyka jej rodzinę okazuje się, że nic nie jest proste, wszyscy mówią zagadkami, a dom, w którym mają zamieszkać nowożeńcy pełen jest poplątanych korytarzy i zapomnianych pokoi. Smoky, opisujący się do tej pory jako anonimowy i niewidzialny, zyskuje dzięki nowej rodzinie tożsamość i charakter, a owa rodzina dzięki niemu - gwarancję wypełnienia Opowieści.

      Opowieści przez duże O ponieważ dotyczy ona aż pięciu pokoleń Drinkwater'ów, a zaplanowana i snuta jest przez efemeryczne istoty z równoległego świata, duszki, elfy i wróżki... Niech Was jednak nie zwiodą te sympatyczne nazwy! Stworzenia owe są bowiem okrutne i wyrachowane, za nic mają ludzki los i szczęście, dbają tylko o ty by ich Opowieść się wypełniła...

      Przy okazji dostajemy przypowieść o przemijalności i stracie, o szukaniu własnej drogi i próbach walki z przeznaczeniem oraz o tym jak bezsensowna jest ta walka. O popadaniu w paranoję podejrzeń - czy to co wydaje mi się walką z narzuconą wolą nie jest właśnie wypełnianiem tej woli, wszystko przecież zostało już zapisane a Opowieść musi dobiec końca w określony sposób.

      Pisząc teraz te słowa dochodzę do wniosku, że brzmi to wszystko bardzo dobrze. Co więc "nie zagrało", że nie pozostało mi po tej książce dobre wrażenie? Naprawdę nie potrafię powiedzieć. Może metafory są zbyt pokrętne i za wiele razy jedna ukryta jest pod drugą? Może 740 stron to zbyt wiele i wystarczyłoby mniej by powiedzieć to samo? A może po prostu ta książka nie trafiła do mnie we właściwym czasie, nie padła na podatny grunt z mojej własnej winy? Na pewno jest to lektura warta rozważenia gdy chcemy książki, która nie da się połknąć na raz, gdy chcemy lekkiej nuty magii a nie ciężkiego kalibru fantasy.

      Ocena: 4-/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      niedziela, 23 stycznia 2011 09:10
  • sobota, 22 stycznia 2011
    • Wygrałam u Clevery!

      Parę dni temu spotkała mnie niezwykle miła niespodzianka, a właściwie dwie :) Razem sprawiły, że miałam najmilszy poniedziałek od dłuższego czasu - najpierw dowiedziałam się, że moja młodsza siostrzyczka (gimnazjalistka) rewelacyjnie napisała rejonową olimpiadę z biologii i przeszła do etapu wojewódzkiego z czego jestem ogromnie dumna. A później zajrzałam na blog clevery i okazało się, że wygrałam w organizowanym u niej konkursie książkę "Crescendo". No jak tu się nie cieszyć? :)

      Regularnie biorę udział w blogowych konkursach, ale wygrałam pierwszy raz :) Muszę co prawda nadrobić braki i przeczytać pierwszą część "Szeptem", ale i tak miałam to w planach więc absolutnie nic nie mąci mojego szczęścia... Książka już przyszła, razem z licznymi przesyłkami z allegro, także w ciągu ostatniego tygodnia mój biblioteczny stan znów znacznie się powiększył. Będzie nowy stosik!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Wygrałam u Clevery!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      sobota, 22 stycznia 2011 08:42
  • czwartek, 13 stycznia 2011
    • Pierwszy stosik w Nowym Roku - czyli nic tak nie cieszy książkoholika :)

      Miałam się ograniczać i już w styczniu poległam z kretesem. Tak, moi Drodzy, chodzi o nowe książki. Jak na złość (a może szczęśliwym zrządzeniem losu ;) trafiam ostatnio na same okazyjne ceny - a to w empiku promocja, a to na allegro bardzo dobra oferta, a to niespodziewana chojność mojego M. - i tym sposobem mam już pierwszy noworoczny stosik, a drugi - allegrowy - formuje się powoli w małą wieżyczkę ;)

      Jestem od niedawna dumną posiadaczką (wykorzystałam do zdjęcia ostatnie dni choinki :( ):

      1. "Sto butelek na ścianie" E. L. Portela - ponieważ "Seria z miotłą" prawie nigdy nie zawodzi

      2. "Kroniki czarnej kompanii" G. Cook - no nawet nie wiecie jak się cieszę, że wydawnictwo Rebis zdecydowało się na wydanie ponownie tej opowieści i wreszcie będę mogła ją poznać! I to w takim pięknym wydaniu!

      3. "Koniasz. Wilk samotnik" t.1 M. Zamboch - lubię historię o Koniaszu, sprawnie napisane fantasy dostarczające rozrywki w ciemne wieczory. Niestety - nie udało mi się na razie kupić tomu drugiego.

      4. "Koniec pana Y" S. Thomas - o książce tej wspomniała w swojej przedświątecznej liście padma, a ja się skusiłam :)

      5. "Oskarżona: Wiera Gran" A. Tuszyńska - wiele lat temu przeczytałam artykuł na temat Wiery Gran i niezwykle zaciekawiły i wzburzyły mnie losy tej śpiewaczki, cieszę się, że będę mogła poznać jej historię w szerszym kontekście

      6. "Krew królów" J. Thorwald - historia hemofilii przedstawiona przez literackiego mistrza opisywania faktów. W dodatku na przykładzie trzech arystokratów, z czego jednym jest mały carewicz Aleksander Romanow leczony przez Rasputina. A ja mam ogromną słabość do Romanowów, zaginionych księżniczek i niebezpiecznych szarlatanów...

      7. "Godzina detektywów" J. Thorwald - 30% zniżki w empiku nie zdarza się co dzień, trzeba więc korzystać z okazji - ja skorzystałam. Z oczywistych (cenowych...) względów wcześniej tylko chodziłam "wokół" tej pozycji. Nareszcie nie muszę.

      Straszne chwalipięctwo te stosiki, ale jak tu się powstrzymać? Wy mnie przynajmniej rozumiecie, prawda? :) I obiecuję poprawę. Już od lutego :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Pierwszy stosik w Nowym Roku - czyli nic tak nie cieszy książkoholika :)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      czwartek, 13 stycznia 2011 15:11
  • czwartek, 06 stycznia 2011
    • "Szkoła przetrwania. Kultowy poradnik survivalowy" Bear'a Grylls'a

      Nieustraszony Bear Grylls z kanału Discovery trafił ostatnio pod nasze strzechy także za sprawą swojej bestsellerowej książki, poradnika przetrwania w trudnych warunkach. No dobrze, przyznać się - kto nie słyszał o tym panu? Chyba niewielu. Stał się przecież nowym MacGyverem, w dodatku prawdziwym, z krwi i kości. Wszystkie leśne zabawy z dzieciństwa stanęły mi przed oczami, wszystkie strugane tępą finką patyki domagały się jednogłośnie z otchłani wspomnień - przeczytaj, przeczytaj... W dodatku książka tak ładnie wydana, twarda okładka, gruby papier, ciekawe zdjęcia... I wpadłam po uszy.

      To jest naprawdę świetna pozycja dla miłośników przygód, nawet tych - którzy jak ja - przeżywają owe przygody głównie za sprawą literackich bohaterów z bezpiecznych miękkości własnej kanapy. I świetna książka "prezentowa" dla małych i dużych chłopców. Autor, mimo iż jest doskonale wyszkolonym żołnierzem, bardzo skupia się w swojej książce na pokojowych aspektach obcowania z przyrodą, podkreśla jak o nią dbać i zostawiać w takim samym stanie, jakim zastaliśmy, promuje zdrowy styl życia i odżywiania nie popadając jednocześnie w mentorski ton. Jeśli są opisane noże (a są!) to ze zwróceniem uwagi na zagrożenie jakim mogą się stać i potępieniem postawy "patrzcie jaki mam taki siaki wyjechany w kosmos scyzoryk". Racjonalne podejście przebijało się z każdego zdania książki i uważam, że dla każdego młodego człowieka, dla którego Bear Grylls może być wzorem czy idolem, lektura okaże się pożyteczna.

      A dla mnie? Dla mnie to przede wszystkim źródło bardzo ciekawej wiedzy. Zdajecie sobie na przykład sprawę na czym polega zasada  US Air Force COLDER? Albo co to jest pemikan i pinola i dlaczego świetnie nadają się na "żelazną" rację żywnościową? Jak używać camelbacka? Do czego przyda Wam się reguła Naismitha i czemu czerwone wieczorne niebo zapowiada ładną pogodę następnego dnia? Nie wiedziałam tego wszystkiego oraz bardzo wielu innych interesujących rzeczy, a teraz wiem i jestem zachywcona. OK, może nie zapamiętam wszystkiego po jednorazowej lekturze, może jeszcze nie zbuduję samodzielnie szałasu ani nie wytropię sarny, ale o paru rzeczach będę już pamiętać na pewno i nie pójdę spać w namiocie, w którym znajduje się choćby jabłko będąc na terenie niedźwiedzi :) I że ubrania na wyprawę powinny być luźne, żeby powstałe w ten sposób "kieszenie powietrzne" zapewniały lepszą termoizolację.

      Żeby nie było tak kolorowo i słodko to mała uwaga. Postanowiłam co prawda, że odpuszczę sobie punktowanie wydawcom (redaktorom?) ich pomyłki w tekście, ponieważ obecnie NIE WYDAJE SIĘ książek bez takowych, ale jednak nie mogę. Nie w przypadku tak - pod każdym innym względem - świetnie dopracowanej pozycji. Im bliżej końca, tym więcej błędów pojawia się w tekście i nie sposób nie zauważyć, że np. w zdaniu "Absolutny bezruch zwiększa szanse, że zwierzę nie odróżni nas od tła, albo że nie nas cię zagrożenie" komuś uciekła myśl. I to dość daleko. A już zaledwie parę stron dalej mamy tabelkę, w której zupełnie nie udało się dzielenie wyrazów - myśliniki znajdują się często w środku wyrazu, którego żadna część nie została przeniesiona do następnej linijki (mam nadzieję, że zrozumieliście o co mi chodzi ;)).

      Mimo to polecam. Na prezent, na wycieczkę, a nawet na kanapę...

      Ocena: 5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „"Szkoła przetrwania. Kultowy poradnik survivalowy" Bear'a Grylls'a”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 stycznia 2011 17:03
  • wtorek, 04 stycznia 2011
    • Jak to jest z tymi zołzami, czyli "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy"

      Jestem osobą, która do wszelkiego rodzaju poradników podchodzi bardzo sceptycznie. Lub mówiąc bardziej bezpośrednio - bawią mnie, jeśli już któryś wpadnie mi w ręce. "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy" S. Argov kupiłam dla siostry - po troszę jako żart, po troszę by w ten dowcipny sposób zwrócić jej uwagę na pewne prawidłowości zachowań, w które popadła. Ale żeby żart nie okazał się niesmaczny, postanowiłam niedoszły jeszcze prezent najpierw przeczytać.

      Na szczęście książka - o ile tylko potraktować ją z przymrużeniem oka - nie jest zbiorem farmazonów, a jedynie motywatorem dla kobiet - by były silne i stawiały na swoim, zachowując przy tym wdźięk i kobiecość. Nie spodziewałam się, że i ja znajdę w poradniku coś dla siebie. Ale w zabawny, lekki sposób autorka zwróciła mi uwagę na pewne moje zachowania, z których chyba nie do końca zdawałam sobie sprawę, a które przy niewielkim nakładzie wysiłku mogłabym zmienić dla swojego i partnera zadowolenia. Mówiąc wprost - mogłabym mniej zrzędzić i gderać, a zalegające w zlewie brudne naczynia olać ciepłym strumieniem obojętności. Jednak autorka nie znalazła we mnie wiernej wyznawczyni głoszonych prawd, gdyż odniosłam wrażenie, że kolejne rozdziały pozostawały do siebie w pewnej sprzeczności. Bądź silna, stawiaj na swoim, ale nie zrzędź - niech on się do myśli, co cię wkurzyło bez zbędnego gadania. Tylko pamiętaj, że mężczyźni się "nie domyślają". Bądź niezależna, nie potrzebujesz faceta do szczęścia - ale rób wszystko, by go zatrzymać przy sobie. Byle z dystansem i nie okazując zaangażowania. Być może nie potrafię wyłapać tej subtelnej granicy pomiędzy byciem słodką brzoskwinią, a twardą pestką owej brzoskwini, tym niemniej po lekturze poczułam w głowie zamęt, którego wcześniej nie miałam. Tylko czy to zmuszenie do myślenia i analizowanie też nie powinno być książce zapisane na plus, nawet jeśli temat przemyśleń jest błahy?

      Nie żałuję czasu poświęconego na czytanie, uważam też, że prezent spełni swoją rolę, a na zakończenie podam cytat, który pada w książce, a który niezwykle przypadł mi do gustu: "Tuż po ślubie zawarliśmy umowę. Postanowiliśmy, że jeśli chodzi o nasze wspólne życie, ja będę podejmował wszystkie wielkie decyzje, a moja żona będzie podejmowała wszystkie małe decyzje. Od pięćdziesięciu lat stosujemy się do tej umowy. Uważam, że dzięki temu jesteśmy udanym małżeństwem. Zastanawiające jest jednak to, że przez pięćdziesiąt lat nie było ani jednej wielkiej decyzji." (A. Einstein)

      Ocena: 4-/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      wtorek, 04 stycznia 2011 19:03

Kanał informacyjny

Napisz do mnie
annamea(at)gmail.com