labirynt

Wpisy

  • środa, 24 lutego 2010
    • Ahoj, przygodo! - czyli "Piotruś Pan w czerwieni"

      Geraldine McCaughrean wygrała konkurs i napisała oficjalną kontynuację słynnego "Piotrusia Pana i Wendy" J.M. Barrie'go. Okropnie to brzmi, prawda? Z jednej strony książka ukochana przez kolejne pokolenia dzieci, z drugiej konkurs i werdykt ludzi uznających siebie za właściwe osoby do decydowania o tym kto i jak powinien pisać dalej o Piotrusiu... Odczułam to jako pewnego rodzaju profanację, i nie zmieniłam zdania mimo, że historia przedstawiona przez panią McCaughrean mi się spodobała. Nie uważam po prostu, żeby takie literackie wskrzeszenia były w dobrym tonie...

      Ale, ale, wróćmy do samej opowieści. Dorośli już bohaterowie "Piotrusia Pana" zaczynają miewać dziwne sny o Nibylandii, z których to snów wracają co i rusz z jakimiś pamiątkami - a to pistoletem pirackim, a to barwami wojennymi wymalowanymi na twarzy... W Nibylandii dzieje się coś niedobrego, orzeka Wendy i cała gromadka postanawia udać się do baśniowej krainy w celu zbadania sprawy. No dobrze, ale jak to zrobić? Darlingowie dawno przestali być dziećmi, a tylko dzieci mogą latać i dostać się do Nibylandii! Na wszystko znajdzie się rada (czasem bardzo zaskakująca) i już po kilkunastu stronach możemy śledzić ponowne spotkanie Piotrusia z dawnymi przyjaciółmi. Okazuje się jednak, że nic już nie jest takie samo - ani Piotruś ani sama Nibylandia, do krainy wiecznego lata przybyła bowiem jesień. Od tego momentu przygoda goni przygodę, co chwila szczęście odwraca swoją kapryśną twarz od naszych bohaterów, by za chwilę ponownie mrugnąć do nich figlarnie. Dużo się dzieje w tej niegrubej przecież książce, oj dużo, a los Ligi Piotrusia i samego Piotrusia Pana nie jeden raz wisi na włosku - grożą im dzikie zwierzęta, rozzłoszczone wróżki, pragnące zemsty Nianie poszukujące Zapodzianych Chłopców, a w końcu najzwyczajniejszy w świecie mróz i głód gdy Piotruś traci swoje magiczne talenty... Całe szczęście, że złego kapitana Haka pożarł krokodyl, przynajmniej jeden kłopot mają z głowy. Tylko... czy na pewno? I czy na pewno było dobrym pomysłem, żeby Piotruś przebierał się w zastępczy surdut Jakuba Haka?

      "Bo tak to się, oczywiście, odbywa. Każdy wie, że kiedy się przebierasz, to stajesz się kimś innym." (G. McCaughrean "Piotruś Pan w czerwieni")

      I chociaż mam żal za ten cały "konkurs", to i nutki wdzięczności nie mogę się pozbyć - dzięki Geraldine McCaughrean ja, dorosła już przecież, mogłam znów polecieć do Nibylandii i przeżyć przygody, o których moja wyobraźnia już dawno przestała snuć marzenia.

      Ocena: 5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Ahoj, przygodo! - czyli "Piotruś Pan w czerwieni"”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      środa, 24 lutego 2010 19:38
  • piątek, 19 lutego 2010
    • "Boskie sekrety siostrzanego stowarzyszenia Ya-Ya"

      Widmo "Umiłowanej" wciąż krąży mi nad głową i nie potrafię w pełni docenić żadnej innej książki. Niestety, także "Boskie sekrety..." padły ofiarą tego dziwnego efektu i przez pierwsze 180 stron powieści brnęłam jak przez śnieżną breję zalegającą na ulicach ;) Konflikt Siddy z matką, Vivi, jej trudności w związku z facetem, który opisany jest jako chodzący ideał, wreszcie album z boskimi sekretami Ya-Ya i pierwsze z niego historie, nie potrafiły mnie do siebie przekonać. Wszystko się zmieniło gdy w książce pojawił się opis życia Vivi w szkole prowadzonej przez zakonnice, do której została wysłana przez matkę. Nagle okazało się, że już nie mogę oderwać się od całej historii i pochłonęłam ją w mgnieniu oka.

      Doceniłam wreszcie tą ciepłą opowieść, pełną trudnej rodzicielskiej miłości i poszukiwania zrozumienia samego siebie. Ach, i oczywiśćie przyjaźń czterech bohaterek wchodzących w skład królewskiego plemienia Ya-Ya! Długo opierałam się słowom wypowiadanym przez inne wyzwaniowe recenzentki - że sama chciałabym przeżyć taką przyjaźń, by w końcu przyznać, że rzeczywiście "coś w tym jest" :)

      Z przyjemnością czytałam też listy zupełnie młodej Vivi opisujące wrażenia z premiery "Przeminęło z wiatrem" w Atlancie. Czułam się prawie jakbym tam była i od razu zapragnęłam powrócić do tego filmu, jeszcze raz śledzić losy Scarlett i Rhetta, a najchętniej samej ubrać się w tafty i gorsety.

      Mam więc mieszane uczucia po przeczytaniu "Boskich sekretów..." i umiem o nich mówić tylko takimi urywkami myśli i spostrzeżeń. Raził mnie bardzo górnolotny, egzaltowany ton tej książki, który pojawiał się głównie w momentach gdy mowa była o wewnętrznych przeżyciach Siddy - oj, jak zgrzytały mi zębate kółka w głowie gdy to czytałam... Koniec końców jednak nie żałuję ani jednej minuty wyrwanej z  napiętego ostatnio terminarza i poświęconej tej opowieści, która cudownie ogrzała kilka moich zimowych wieczorów.

      Ocena: 4/6

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      piątek, 19 lutego 2010 18:55
  • poniedziałek, 08 lutego 2010
    • Chain ;)

      Sama się musiałam dopraszać o łańcuszek, ale dobra dusza w postaci m.tuchy się zlitowała i dostałam ;) Odpowiadam więc:

      1. "Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana...", które książki czytałaś kilka razy i dlaczego?

      W dzieciństwie i młodości licealnej bardzo często zdarzało mi się wracać do tych samych książek. Na pamięć znałam pzygody Tomka Wilmowskiego - te dalekie kraje, te niesamowite przygody, ta skarbnica informacji o inny kulturach, roślinach, zwierzętach... Działało na moją wyobraźnię :) Trochę później zakochałam się w Kmicicu, więc "Potop" był w wiecznym niemal użyciu, aż zaczynałam mówić językiem "sienkiewiczowskim"... Jeszcze potem niezliczoną ilość razy przeczytałam cała sagę wiedźmińską, ale od tego czasu odkryłam, że mój czas jest ograniczony i nie można bezkarnie wracać ciągle do tych samych powieści. Obecna era "blogó książkowych" wydłuża moją liste "must have" i "must read" do niebotycznych rozmiarów i trochę martwię się, że sama sobie psuję przyjemność czytania gorączkowym myśleniem o tym, co jeszcze powinnam przeczytać i planowaniem co, kiedy, w jakiej kolejności...

      2. Fakty ciekawsze niż fikcja...?! Którą książkę z literatury faktu polecasz szczególnie?

      Nie przepadam za literaturą faktu. Zdecydowanie wolę żyć w świecie fantazji i marzeń, lubię książki opierające się na historii - takie jak powieści Philippy Gregory, Isabel Allende czy Arturo Perez-Reverte. Fascynuje mnie też okres II wś i uwielbiam po prostu książkę "Kamienie na szaniec" Aleksandra Kamińskiego. Czy to się liczy? ;)


      3. Jaki cytat zapisałaś ostatnio podczas czytania książki?

      Zapisywanie cytatów to moje małe hobby - mam ich doprawdy bez liku i aż żal, że mogę się teraz podzielić z Wami tylko jednym ;) Ostatni zapisany przeze mnie cytat pochodzi z książki "Czerwona róża, biała róża" Eileen Chang:

      "Zawsze obiecywałam sobie, że gdy tylko moja książka wyjdzie drukiem, pójdę do miasta i odnajdę ją w każdej księgarence. Chciałam, żeby moje ulubione turkusowe okładki widniały na wszystkich stoiskach z książkami, żeby tkwiły tam niczym małe okienka otwierające się na wieczorne niebo - tak, by każdy mógł podziwiać w nich księżyc albo przyglądać się przez nie ludzkiej ciżbie. Chciałam pytać księgarzy z udawaną nonszalancją: "I jak to się sprzedaje? Okropnie drogie! Kto to kupuje za taką cenę?". Ach, sławę warto zdobyć jak najwcześniej!"

       

      Teraz kolej na moje pytania, które kieruję do cleverę, hallgerd i marchewkową:

      1. Którą książkę wybrałabyś dla osoby, która nie czyta książek, aby zachęcić ją do czytelnictwa?

      2. Zakońćzenie której książki zmieniłabyś najchętniej i na jakie?

      3. Gdybyś mogła wybrać jedną rolę w ekranizacji książki, w jaką postać najchętniej byś się wcieliła? Może zdradzisz dlaczego? ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Chain ;)”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 lutego 2010 08:43
  • czwartek, 04 lutego 2010
    • Mam dość tej zimy!

      Tak jak w tytule.

      Wcale mnie nie interesuje, że bakterie i wirusy giną, i że będzie mniej komarów. Egositka ze mnie, bo komary - nie wiedzieć czemu - gryźć mnie nie mają zwyczaju, a choruję bardzo rzadko, tak rzadko, że aż bym chciała częściej. Żeby to się nade mną ktoś poużalał i pochylił, herbatkę zaparzył, kanapki z czosnkiem i solą przygotował... :) A tu jak na złość zdrowa jestem jak koń, z krwią dla komarów niestrawną i z mężczyzną, który permanentnie choruje, jakby nie wiedział, że zarazki nie mają prawa żyć w tak niskiej temperaturze. Zawsze jakoś bardziej widziałam się w roli otoczonej opieką ofiary niż pełnej poświęcenia pielęgniarki (nie, nie widziałam "Angielskiego pacjenta"). Mam więc prawo mieć dość zimy, przez którą autobusy jeżdzą według tylko sobie znanego rozkładu, posypywany solą śnieg niszczy mi kozaki i zadowolenie z własnego wyglądu, a każda ilość bluzek i swetrów naciąganych w pośpiechu o 6 rano okazuje się być niewystarczająca. Ot co! ;)

      Dlatego w ramach odśnieżania ponurego nastroju sprawiłam sobie wiosenny nowy szablon, jasny i optymistyczny :) I koci :) Będę też piec ciasto z wiśniami i udawać, że zerwałam je w sadzie o poranku, w świetle słońca i wśród śpiewu ptaków.Jakieś jeszcze pomysły?

       

      I niech mi ktoś wyśle łańcuszek książkowy, no ;p

      Zdjęcie pochodzi ze strony winter-fairy-tale z deviantart

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Mam dość tej zimy!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      czwartek, 04 lutego 2010 12:10
  • poniedziałek, 01 lutego 2010
    • "Emma i ja", Elizabeth Flock

      „Emma i ja” to historia o przemocy, strachu i bezsilności opowiedziana z perspektywy dziecka. Ośmioletnia Carrie nie ma łatwego życia odkąd jej ukochany tato został zamordowany – gnębiona przez ojczyma nie może liczyć na matkę, w szkole nieustannie jej dokuczają, a do tego cały czas martwi się o swoją sześcioletnią siostrę, Emmę. Carrie nie jest odważna, gdy jednak chodzi o bezpieczeństwo Em  gotowa jest na wiele. Na bardzo wiele.  Wyprowadzka z rodzinnego miasta jest tylko kolejnym nieprzyjemnym wydarzeniem w ciągu nieprzyjemnych wydarzeń, a rosnące bestialstwo ojczyma wydaje się pozostawać niezauważonym lub lekceważonym także przez nowe otoczenie dziewczynek.

      Tyle o fabule, i zapewniam, że bez podawania spojlerów nie można napisać wiele więcej. Mimo, że książka traktuje o bardzo poważnych i tragicznych sprawach, nie poruszyła mnie zbytnio – stylizacja na język dziecka moim zdaniem nie do końca wyszła autorce, całość brzmi zbyt sztucznie i wymuszenie. Zakończenie zaskakujące, ale tylko dla tych, którzy jak ja nie będą usilnie próbować odgadnąć zamysłu autorki. Tak, tak, łatwo mi mówić jak już je znam – ale po przemyśleniu tej kwestii twierdzę, że pomysł był dobry, niestety jego realizacja zbyt grubymi nićmi szyta, kupy się to jakoś nie trzyma i już…

      Co na plus to szybka lektura J Literki były taaaakie ogromne, że możnaby pomyśleć iż książka jest czytanką dla klas 1-3. Kilkaset stron pochłonęłam naprawdę szybko i nie męczyłam się przy czytaniu, więc jeśli ktoś poszukuje nieskomplikowanego czytadła – proszę bardzo, może sięgnąć po tę pozycję.

      Ocena: 3.5/6

      P.S.: Być może oceniam tą książkę gorzej niż na to zasługuje, gdyż po rewelacyjnej „Umiłowanej” nie mogę sobie jakoś znaleźć lektury. Z „Emmą…” uporałam się jeszcze w miarę sprawnie i bez kłopotów, ale następnego w kolejce „Alchemika. Sekrety nieśmiertelnego Nicholasa Flamela” odrzuciłam po raptem 100 stronach, a i czytana obecnie „Czerwona róża, biała róża” nie od końca do mnie trafia…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „"Emma i ja", Elizabeth Flock”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 01 lutego 2010 12:21

Kanał informacyjny

Napisz do mnie
annamea(at)gmail.com