labirynt

Wpisy

  • czwartek, 26 listopada 2009
    • "Niebanalna więź"

      Bardzo mało czytam ostatnio. Aż wstyd się przyznawać skoro książek do wyboru naprawdę nie brakuje. Zeszły miesiąc to była prawdziwa uczta – nie tylko londyńskie łowy, ale i bardziej swojskie bo allegrowe doprowadziły do przyjemnego dla oka i serca powiększenia się mojego księgozbioru. Cóż z tego gdy czasu ciągle brak, doba uparcie ma ciągle tylko 24 godziny, a ludzie (i kot) domagają się uwagi głośniej niż książki (zwłaszcza kot ;)). Biorąc to wszystko pod uwagę, może dobrze, że nie znalazłam wcześniej chęci i weny na zrecenzowanie „Niebanalnej więzi” Sary Waters, bo przynajmniej teraz mam o czym napisać :) Więc piszę.

      Mam z tą książką problem o tyle, że podobałaby mi się znacznie bardziej gdybym wcześniej nie przeczytała "Pod osłoną nocy" tej autorki, a która raczej mi się nie podobała. Przez powtarzalność pewnych schematów w jednej i drugiej książce, miałam popsutą przyjemność z czytania "Niebanalnej więzi". Ale to jedyny minus, poza tym uważam tą książkę za ciekawą lekturę, z intrygującą historią do opowiedzenia.

      Już na pierwszych stronach poznajemy Selinę, medium zamknięte w więzieniu za napaść i oszustwo. Do owege więzienia, w ramach leczenia z depresji po śmierci ojca i nieszczęśliwej miłości, przychodzi Margaret, by nieść przykład i pociechę osadzonym tam kobietom. Swoją drogą, ciekawy zaiste sposób na leczenie depresji, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że cała sprawa ma miejsce w XIX wieku, a opisywane londyńskie więzienie Millbank jawi się raczej jako najbardziej przygnębiające miejsce na Ziemii niż ukojenie dla skołatanych nerwów. I nie podważam tutaj realności czy prawdopodobieństwa opisywanych wydarzeń, zadziwia mnie raczej sam pomysł. W każdym razie nieszczęśliwa i nierozumiana przez rodzinę Margaret ma wrażenie, że oto znalazła w Selinie bratnią duszę. Proces jest stopniowy, ale w życiu Margaret zaczynają dziać się niewytłumaczalne w logiczny sposób,a zarazem cudowne, rzeczy, a Selina tak łaknie jej zainteresowania, że w końcu pojawia się więź na tyle silna, że wszelki rozsądek i jasne myślenie schodzą na bardzo daleki plan. A zakończenie... Cóż, dla mnie było zaskakujące, bo podobnie jak stało się w przypadku Margaret, i moje zdroworozsądkowe myśli zostały otulone mgłą i uśpione. Tylko, że ja czytam dużo fantasy, więc mam skłonności ;)

      Londyn w powieści jest szary, zimny i ponury, zupełnie inny od tego, który chcę pamiętać, za to świetnie komponujące się z aurą za oknem. Dlatego wszystkim spragnionym nutki jesiennej niezwykłości i melancholii polecam "Niebanalną więź", ale jeśli potrzebujecie by lektura wniosła trochę promieni słońca w te deszczowe dni, to omijajcie tę książkę z daleka.

      Ocena: 5/6

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      czwartek, 26 listopada 2009 21:59
  • wtorek, 24 listopada 2009
  • piątek, 20 listopada 2009
    • Stosik londyński, próba trzecia

      Znacie to uczucie kiedy totalnie nie macie kiedy napisać notki na blogu, wreszcie wyskrobiecie kilkanaście minut czasu, staracie się, piszecie, a wtedy w dziwnych i niewyjaśnionych okolicznościach Wasza notka znika? Np. po wskoczeniu kota na klawiaturę? Zaczynacie więc od nowa, mozolnie odtwarzając tok myślowy i nagle, tym razem już zupełnie bez udziału kota, notka znów ginie nieodwołalnie? Ja właśnie poznałam.

      Oto więc trzecia już próba opisania moich londyńskich łowów. Z których zresztą nie jestem do końca zadowolona. Zabrakło mi kilogramów w bagażu by przywieźć wszystkie książki, na które miałam chrapkę, a które znajdywałam w tak niewirygodnie niskich cenach, że zaczynam nienawidzić empik. Czemu u nas nie opłacają się takie promocje, zniżki, przeceny? Dodatkowo nie byłam sama co ograniczyło zarówno mój czas jak i terytorium, do którego mogłam dotrzeć, nie odwiedziłam więc wielu wspaniałych miejsc, które tak zachęcająco opisała padma. Ale dość narzekania! Ostatecznie znalazłam przecież parę pozycji z mojej londyńskiej listy, dokonałam też paru zakupów spontanicznych ;)

      Oto stosik:

      Zacznę od dołu:

      - "Nigella express" - Nigella Lawson - uwierzycie, że tam w księgarniach są przeceny sięgające 70%??

      - "The white queen" - Philippa Gregory - znaleziona ostatniego dnia w "Any amount of books" i to wtedy, gdy już obiecałam sobie, że więcej książek nie kupuję. Ale to była pozycja z początku mojej listy i nie mogłam się powstrzymać... Zwłaszcza za cenę 2 funtów.

      - "The forgotten garden" i "The house at Riverton" - Kate Morton - książki, na które wpadałam bez przerwy za mojej poprzedniej bytności w Londynie, teraz jakoś się pochowały by ostatecznie wpaść w moje szczęśliwe łapki

      - "The scarlet lion" i "Shields of pride" - Elizabeth Chadwick - a to z kolei zakup nieplanowany, ale okładki przywodzące na myśl historie pisane przez Philippe Gregory skutecznie przyciągnęły mój wzrok

      - "Hurting distance" - Sophie Hannah - bo dobry kryminał to rzecz niezbędna jesienią i zimą ;)

      - "Death in the Stocks" - Georgette Heyer - klimatyczna okładka i wspomnienie pozytywnych opinii o autorce z blogosfery, a także niewielkie gabaryty książki przyczyniły się do mojego jej adopotowania :)

      - "The pact" - Jodi Picoult - nic jeszcze tej autorki nie przeczytałam, ale gromadzę sobie tytuły, żeby mieć z czego wybierać...

      - "Shadow's edge" - Brent Weeks - to się nazywa mieć szczęście. Nie sądziłam, że ot tak, w pierwszym antykwariacie, do którego wejdę będzie sobie leżała druga część serii, której pierwszy tom właśnie się u nas ukazał i już go sobie zakupiłam. A tu proszę. Londyn to naprawdę magiczne miejsce.

      - "Memories of ice" - Steven Erikson - mój ukochany cykl "Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych" gromadzę sobie powoli w oryginale, mimo że język trochę dla mnie za trudny. Egzemplarz mocno sfatygowany ale już bliski mojemu sercu.

      Jak widać nie przywiozłam ze sobą "Wolf hall" a tak się odgrażałam, że bez tej książki nie wracam! Cóż, rzeczywistość mocno zweryfikowała moje plany. Efekt jest taki, że ledwie wróciłam a już bym chciała z powrotem wyjeżdżać... Ja wiem, że się wydaje, że u nas też już wszystko jest. Cóż. Wydaje się.

      P.S.: Mam pewną teorię dlaczego mój kot okazał się dziś tak niszczycielski. To była zemsta. Za stylowe wdzianko z Primarka ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Stosik londyński, próba trzecia”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      piątek, 20 listopada 2009 22:56
  • wtorek, 10 listopada 2009
    • Londyńskie klimaty

      Niedawno skończyłam czytać powieść Sary Waters "Niebanalna więź", która przeniosła mnie do wiktoriańskiej Anglii, a już jutro lecę do jak najbardziej współczesnego Londynu i zamierzam wrócić obładowana książkami. Serce rośnie mi na myśl o księgarni Waterstones na Picadilly, o wszystkich charity shopach, do których ścieżki wydeptywałam swojego czasu, o antykwariacie na Notting Hill... W Londynie nowości, za które u nas trzeba zapłacić grube pieniądze, bardzo szybko trafiają do handlu "z drugiej ręki" i za parę groszy można wzbogacić swoją biblioteczkę o naprawdę ciekawe pozycje. A teraz, dzięki padmie moja ekscytacja jest jeszcze większa, bo zamierzam odwiedzić miejsca dotąd mi nieznane.

      Trzymajcie kciuki za moje poszukiwania!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 listopada 2009 18:55
  • poniedziałek, 02 listopada 2009
    • "ja, Tituba, czarownica z Salem"

      "Niewiedza
      nie boli nikogo
      za wyjątkiem tych
      którym można sprawić ból
      gdyż nikt o tym nie wie"
      (Erich Fried, Zalety niewiedzy)

       

      Jakiś czas temu zaintrygowała mnie recenzja na blogu kultur-alnie i gdy ostatnio szukałam w empiku książki "do torebki" zdecydowałam się właśnie na powieść Maryse Condé.

      Nareszcie natrafiłam na lekturę, która mnie zaczarowała i przeniosła w czasie i przestrzeni. To był naprawdę bardzo dobry wybór. Autorka oparła swoją historię na prawdziwej postaci, jednej z oskarżonych w słynnym procesie czarownic z Salem, z historycznych przekazów utkała wspaniałą historię czarnej niewolnicy, zdradzonej kobiety, znachorki, której odpłacono niewdzięcznością i która postanowiła się zemścić.

      Każdy, kto choć trochę interesuje się "polowaniem na czarownice" i historią okrutnych procesów do jakich dochodziło w Europie i Ameryce, zdaje sobie sprawę, że nie chodziło o żadne czary i konszachty z diabłem, ale o... pieniądze. Jak często chodzi po prostu o pieniądze! O ziemie, przywileje, zwykłą ludzką zazdrość i zawiść. O to, że ktoś miał odwagę żyć po swojemu. Albo po prostu o to, że lubił koty. Do kobiet miano pretensje o wiedzę i mądrość, do której przez tyle wieków odmawiano im prawa. Prości ludzie się bali, a zawsze znajdzie się ktoś kto umie taki strach wykorzystać i z owych prostych ludzi zrobić bądź to narzędzie swoich krwawych planów, bądź ofiary.

      O Salem powiedziano i napisano wiele. Fascynuje mnie ta historia, fascynują mnie kolejne hipotezy wysnuwane co do przyczyn zbiorowej histerii, która ogarnęła wtedy mieszkańców Salem Village i Salem City. Fascynuje zadziwiający brak refleksji nad zachowaniem rzekomo "opętanych" dziewcząt. Nie mi decydować czy zatruły się sporyszem, jak dziś twierdzą niektórzy, czy też były kierowane przez swoich rodziców, jak mówią inni, albo też - o czym pisze Condé - po prostu nudziły się i pragnęły odmiany od ponurego i monotonnego życia codziennego, a takie a nie inne rozwiązanie wynikło z wychowania w nienawiści do wszelkiej inności. Nie wiem, doprawdy nie wiem i nie takie dociekania są przedmiotem książki "ja, Tituba, czarownica z Salem".

      Jak wskazuje tytuł, mamy tu historię Tituby, kobiety z krwi i kości, która musiała zmierzyć się z wieloma przeciwnościami losu. Książka nie skupia się jedynie na procesie w Salem, ale opowiada całościowo o życiu Tituby - od narodzin do śmierci - i jest to historia bardzo ciekawa, nawet jeśli w większości zmyślona. Doskonale przedstawione zostały realia tamtego okresu, małomiasteczkowe społeczeności pełne nienawiści a jednocześnie żądne krwi i sensacji, szerzący się wśród ludzi rasizm i homofobia, sprzyjające okrucieństwu zabobony.

      Przeraża mnie jedno. Im więcej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonana, że niewiele się zmieniło.

      ocena: 5.5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 02 listopada 2009 10:58

Kanał informacyjny

Napisz do mnie
annamea(at)gmail.com