labirynt

Wpisy

  • środa, 09 grudnia 2009
    • Hurting distance

      Wyjątkowo trzyma mnie ostatnio nastrój na książki krwawe lub chociaż odrobinę mroczne ;) "Hurting distance" pasowała mi do torebki i zastosowałam ją jako zamiennik dla rewelacyjnej "Bohaterowie umierają", jako że w tej ostatniej zostało mi tylko niecałe 100 stron do przeczytania, a ja na uczelnię jadę długo... I przepadłam. Sto stron nadal czeka, a "Hurting distance" zostało przeze mnie dosłownie połknięte.

      I to wcale nie dlatego, że książka jest aż tak rewelacyjna. Po prostu błyskawicznie się ją czyta, a kryminalna intryga (choć wydaje mi się niebotycznie naciągana) zmusza do przewracania kolejnych kartek, byle tylko dowiedzieć się "co dalej" i "jak to możliwe" i "o mój Boże! Niesłychane!". Jest to pierwsza książka Sophie Hannah, którą miałam przyjemność czytać, i na pewno nie ostatnia.

      Główna bohaterka działała mi na nerwy. Nie mogłam uwierzyć, że tak zachowywałaby się jakakolwiek normalna kobieta. Po przeczytania 3/4 książki byłam już pewna, że ona po prostu nie jest normalna, ale ostatecznie zwątpiłam w swoje zdolności psychiatrycznej diagnozy ;) Otóż Naomi została zgwałcona i postanowiła ukryć ten fakt przed światem, by nie stać się w jego oczach "biedną Naomi", nie ona - najbardziej przebojowa sposród swoich znajomych. Po dwóch latach od tego tragicznego zdarzenia poznaje żonatego mężczyznę i zakochuje się w nim. Widują się przez blisko rok, w każdy czwartek tygodnia, zawsze na trzy godziny. To wystarcza, by Naomi zupełnie straciła głowę dla Roberta, więc gdy pewnego czwartku ten nie zjawia się w zwyczajowym miejscu, jest pewna, że stało się coś złego. Zgłasza policji zaginięcie, ale nikt nie traktuje jej serio. Zwłaszcza, że żona Roberta twierdzi, że ma się on świetnie i po prostu rzucił kochankę. Jak bardzo zakochana i zdesperowana jest Naomi niech świadczy fakt, że wpada na pomysł opowiedzenia policji o dokonanym na niej gwałcie, z Robertem w roli gwałciciela. Ostatecznie - poszukiwań tak niebezpiecznego przestępcy nie mogą zignorować, prawda? Od tej pory zdarzenia toczą się w zawrotnym tempie, a działania policji w celu odnalezienia Roberta wcale nie są treścią tej książki.

      W trakcie czytania, właściwie od pierwszej do ostatniej strony, ciągle dowiadujemy się jakichś nowych szczegółów na temat związku Naomi i Roberta. Szczegółów dziwacznych, dlatego zachodziłam w głowę jak Naomi mogła nie zauważać ich dziwaczności i akceptować wszystko bez mrugnięcia okiem. Poza tym jest notoryczną kłamczuchą i nie wiem jaki policjant dałby się tak wodzić za nos jak sierżant Zailer. Naomi raz po raz przyznaje się do kolejnych kłamstw lub niedopowiedzeń, co jednak nie wydaje się wpływać na ocenę jej prawdomówności. Ba! Jest traktowana z większą podejrzliwością gdy zjawia się na posterunku po raz pierwszy, chcąc zgłosić zaginięcie, niż gdy następnego dnia odwołuje wszystko i twierdzi, że Robert ją zgwałcił trzy lata wcześniej i niż gdy potem mówi, że zmyśliła wszystko - gwałt i udział w nim Roberta, czy w końcy niż wtedy, gdy przyznaje, że jednak została zgwałcona, aczkolwiek nie przez swojego ukochanego... Cóż. Ja bym nie pożyczyła jej żadnej z moich książek :)

      Dużo też w tej historii z początku niedokończonych myśli bohaterów, które są jakbym przynętą na czytelnika - postaci przywołują w pamięci jakieś wydarzenie, intrygują, by nie dopowiedzieć do końca, co tak naprawdę miało miejsce, wrócić do tego za kilkadziesiąt stron i dopiero wtedy dostarczyć nam pełen obraz sytuacji. Nie wiem jak Wy, ale ja jeśli o czymś myślę to nie stosuję takiej autocenzury, żeby przerwać swoje wspomnienia w kulminacyjnym momencie :)

      Mimo tych denerwujących niedociągnięć książkę gorąco polecam - czytało się ją wyśmienicie, a stopień zakręcenia historii i ilość zbiegów okoliczności (które oczywiście nie istnieją) czyni ją po prostu jeszcze bardziej interesującą i wciągającą.

      P.S.: Nie wiem zupełnie skąd wziął się polski tytuł tej książki - "Przemów i przeżyj". Moim zdaniem nijak ma się do fabuły.

      Ocena: 4.5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      środa, 09 grudnia 2009 13:03

Kanał informacyjny

Napisz do mnie
annamea(at)gmail.com