labirynt

Wpisy

  • środa, 31 marca 2010
    • "Północ w ogrodzie dobra i zła" - 100% Savannah

      Książką Johna Berendt'a kończę swoje wyzwaniowe lektury - dosłownie w ostatnim momencie. Po urzekającej "Umiłowanej" dwie następne powieści uplasowały się w moim rankingu lektur nieco niżej, aczkolwiek trzymały całkiem przyzwoity poziom ;)

      "Północ w ogrodzie dobra i zła" to książka przesycona południem, a właściwie powiem dokładniej - miastem Savannah, do granic możliwości. Autor rysuje przed nami miasto odizolowane od świata zewnętrznego, skupione na własnych problemach, żyjące zupełnie innym nurtem niż reszta świata. Mieszkańców interesują tylko własne wielkie osobistości, tylko własna śmietanka towarzyska, tylko własne grzeszki. Savannah to miasto dumne i aroganckie. Piękne. Duszne. Niezwykłe.

      "Miasto jest zwrócone do wewnątrz, odgrodzone od hałasów i rozrywek świata zewnętrznego. Również wzrasta do wewnątrz tak, że jego mieszkańcy rozkwitają jak cieplarniane roślinki, o które troszczy się zamiłowany ogrodnik. Zwyczajne staje się nadzwyczajne. Dobrze się na tym gruncie rozwijają ekscentrycy. Każdy niuans i kaprys osobowości zyskuje w tym bujnym otoczeniu większą świetność, niż byłoby to możliwe gdziekolwiek indziej na świecie." (J. Berendt "Północ w ogrodzie dobra i zła")

      Fabuła jest zarysowana wokół postaci nowojorskiego dziennikarza, który urzeczony Savannah postanawia spędzić tam trochę czasu. Wkrótce zna już najważniejszych ludzi w mieście i pare niezwykłych osób, o których najdelikatniej możnaby powiedzieć, że są ekscentryczni. Bezpośredni transwestyta Chablis, wiecznie zadłużony prawnik Joe, bardzo pozytywnie nastawwiony fryzjer Jerry... Wymieniać można by bez końca i nie powinno zapomnieć się o Hau IV - buldogu-maskotce miejscowej drużyny uniwersyteckiej.

      Ze stron książki wręcz wylewała się na mnie atmosfera miasta - jego życia codziennego i nocnego, parny klimat i towarzyskie powinności. Gdy w jednym z najznamienitszych domów dochodzi do morderstwa - a może po prostu tragicznej obrony własnej - powietrze jeszcze bardziej się zagęszcza. Zwłaszcza, że na scenę wkracza kapłanka voodoo. I nie pomylicie się, jeśli uznacie, że z trudem hamuję się przed ponownym użyciem słowa "ekscentryczna". Proces w sprawie morderstwa okaże się przejrzysty jak woda w kałuży i sami musicie wyrobić sobie opinię o winie bądź niewinności.

      Czy polecam? Tym, którzy pragną poczuć atmosferę amerykańskiego południa - jak najbardziej. Pozostali może skuszą się na odrobinę voodoo, wieczór w Klubie Kobiet Zamężnych lub bal debiutantek o ciemniejszej karnacji skóry?

      Ocena: 4/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „"Północ w ogrodzie dobra i zła" - 100% Savannah”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      środa, 31 marca 2010 21:20
  • czwartek, 18 marca 2010
    • In my heart there are some ghosts and roses. Norwegian Wood.

      Przeraża mnie, że tyle nowości (które powoli przestają być nowościami) spogląda na mnie z półek, a ja dopiero czytam książki, które - mam wrażenie - wszyscy poza mną już znają. To właśnie wynik blogowego uzależnienia - nie zaglądając na Wasze strony nie sięgałabym po te wszystkie powieści tylko dalej spokojnie czytała sobie głównie fantasy. Ale czy można mieć pretensje o poszerzanie horyzontów?

      Na pewno nie w przypadku tej książki. "Norwegian Wood" to piękna i smutna powieść o próbach zrozumienia siebie i świata, zdefiniowania miłości na własny użytek. Ujęła mnie za serce i poruszyła wszystkie zmysły pozwalając - chyba po raz pierwszy - bym doceniła wreszcie powieść azjatycką. Ba, by ta powieść pochłonęła mnie bez reszty i poprowadziła zatłoczonymi ulicami Tokio. I chociaż o Harukim Murakamim po raz pierwszy usłyszałam parę lat temu od kolegi, to Wasze opinie ostatecznie przekonały mnie, że warto spróbować. Za co ogromnie dziękuję.

       

      "W nastroju pełnym ciepła i intymności przyglądaliśmy się przez dłuższy czas połyskującym dachom domów, dymowi, czerwonym ważkom i bezwiednie chcieliśmy coś z tego zachować. Taki to był pocałunek. Choć oczywiście, jak wszystkie pocałunki, nie był pozbawiony pewnej dozy ryzyka."

       

      Głównym bohaterem "Norwegian Wood" jest Watanabe opisujący pierwsze lata swojego studenckiego życia. Życia naznaczonego piętnem samobójczej śmierci przyjaciela, Kizukiego. W ogóle śmierci jest w tej powieści bardzo dużo, zgodnie z myślą, do której doszedł Watanabe - "Śmierć nie jest przeciwieństwem życia a jego częścią" (H. Murakami, "Norwegian wood"). Najprawdziwsza prawda. Tylko, że "żadna prawda nie może uleczyć smutku po stracie ukochanej osoby. Nie może go uleczyć żadna prawda, żadna uczciwość, żadna siła, żadna dobroć. Przyżywsze ten smutek w pełni, możemy się jedynie czegoś z niego nauczyć, lecz to, czego się nauczymy, wcale nam się nie przyda, kiedy nadejdzie następny, niemożliwy do przewidzenia smutek." (j.w.)

      Śmierć Kizukiego zbliża do siebie Watanabe i Naoko - dziewczynę zmarłego. Rodzi się między nimi szczególna więź - ale depresyjna natura Naoko raczej nie wróży im happy endu. W międzyczasie na scenie pojawia się Midori - żywiołowa i bezpośrednia koleżanka ze studiów. Naoko i Midori nie mogłyby się bardziej różnić, a jednak obie są głodne tego samego - uwagi i bliskości. Historia zdaje się więc banalna - on jeden, one dwie - ale zarówno tło sanatorium psychiatrycznego, w którym Watanabe odwiedza Naoko, jak i ekscentryczna osobowość Midori skutecznie usuwają ten banał z pola widzenia. I śmierć, wszędobylska śmierć...

      Do tego wszystkiego dodajcie sobie piękny język - bez patetycznego zacięcia, a jednak trafiający prosto w serce; sceny erotyczne - napisane tak zwyczajnie i prosto, a powodujące dreszcz biegnący po skórze... Tylko ten nostalgiczny nastrój, który nie opuści mnie zapewne przynajmniej przez kilka najbliższych dni.

      Ocena: 6/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 marca 2010 21:04
  • środa, 17 marca 2010
    • Najwyraźniej przegapiłam nadejście wiosny

      Musi tak być, nie inaczej. Bo jak wytłumaczyć te skąpo ubane dziewczyny, które zaczęły pojawiać się na ulicach? Skąd ta miłosna aura, która zawisła w powietrzu niczym tchnienie wiosny właśnie?

      Nie dalej jak parę dni temu widziałam na uczelni młodszą koleżankę studentkę paradującą w butach na niebotycznych obcasach, do tego sandałkach. Tak, sandałkach, z dziurami to tu to tam. Zaniemówiłam - ale nic to, myślę, wszak mogła dziewoja samochodem przyjechać, buty przebrać i dlatego nie straszne jej ani te śniegi ani błota... Jakoś się tak staro poczułam w moich siermiężnych kozakach, kurtce z futrzastym kołnierzem, z których jednak za nic bym jeszcze nie zrezygnowała. Ba, co rano ochoczo wciągam rajstopy pod spodnie bo zmarźlak jestem nieprzeciętny.

      Jedna jaskółka wiosny nie czyni, więc nie martwiłam się jeszcze, że z moją zdolnością poznawczą jest coś nie tak. Ale dni mijają, pogoda się nie poprawia - wręcz pogarsza - a panien w sandałkach coraz więcej. Przysięgam! I teraz to już je wszędzie widzę, nawet na przystankach autobusowych więc argument z jeżdżeniem samochodem odpada. Do tego te legginsy cieniutkie, do łydek ochlapane błotem, na sam widok których gęsiej skórki dostaję. I kurteczki króciutkie, leciutkie, i szorty nawet! Wiosna jak nic.

      Żyję więc chyba w jakiejś innej czasoprzestrzeni bo jak wyjrzę za okno to widzę padający śnieg z deszczem, a jak wystawię nos za drzwi to mi na przemian odmarza i jest urywany przez porywisty, zimny, dobrze mi znany, nadmorski wiatr. Zupełnie nie wiem co za oknem widzą i co czują te tak wiosennie ubrane dziewczyny. Nie wiem, ale im zazdroszczę.

      Obiecuję, że następnym razem będzie bardziej książkowo - łapię każdą chwilę i doczytuję Norwegian Wood Murakamiego, w kolejce czeka parę ciekawych bibliotecznych zdobyczy, a i moje półki uginają się od zakupionych w ostatnim czasie książek - przydałoby się zilustrować jakiś stosik ale boję się takiego naocznego dowodu moich ostatnich wydadtków.

      Póki co trzymajcie się ciepło i nie przegapcie wiosny!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Najwyraźniej przegapiłam nadejście wiosny”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      środa, 17 marca 2010 15:26
  • wtorek, 16 marca 2010
  • czwartek, 04 marca 2010
    • "Potworny regiment" - Pratchett Niezawodny

      Nie ma lepszego lekarstwa na zimową chandrę niż przenieść się do pełnego humoru Świata Dysku Terry'ego Pratchetta. Kolejna świetna książka w świetnej serii, kolejna prześmiewcza historia w prześmiewczym cyklu, który będę polecać zawsze i każdemu.

      Tym razem towarzyszymy Polly - bystrej dziewczynie, która by odnaleźć brata zaciąga się do wojska przebrana za chłopaka. Chód, język, zachowanie - ma dopracowany każdy szczegół. No... prawie. Koniec końców okazuje się jednak, że nie jest to takie ważne gdyż regiment cały jest dość dziwny (wystarczy wspomnieć wampira, trolla i Igora), a każdy z jego członków ma swoją tajemnicę. Właściwie wraz ze zbliżaniem się historii do końca coraz trudniej znaleźć bohatera bez tajemnicy. A to gwarantuje naprawdę dobrą zabawę w zgadywanki i jeszcze lepszą podczas śledzenia losów niepokornego regimentu. Bo nie wspomniałam chyba jeszcze o nadambitnym dowódcy - żółtodziobie, który wiedzę o bitwach i strategii czerpie z podręczników? Sytuacja jest doprowadzona do granic absurdu, gdy regiment w przebraniu praczek wkrada się do fortu zajętego przez wroga. I jak tu się nie uśmiechnąć choćby, jeśli już nie wybuchnąć głośnym śmiechem?

      Poza całą armią (dosłownie :)) nowych postaci na kartach tej książki odnaleźć można również starych, dobrych przyjaciół - każda historia, w której pojawia się komendant Vimes z miejsca zyskuje moją sympatię. Cóż więcej mogę powiedzieć - jeśli znacie twórczość Pratchetta to zapewne nie muszę Was zachęcać do lektury. Jeśli nie znacie - biegnijcie szybko do najbliższej księgarni bądź biblioteki i naprawcie ten błąd :)

      Ocena: 5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „"Potworny regiment" - Pratchett Niezawodny”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      czwartek, 04 marca 2010 16:31

Kanał informacyjny

Napisz do mnie
annamea(at)gmail.com