labirynt

Wpisy

  • piątek, 23 kwietnia 2010
    • Wojna czarownic, czyli równając w dół

      Naprawdę szkoda serii pani Carranza, która zapowiadała się świetnie w pierwszym tomie, drugi także stanowił niezłą rozrywkę, a trzeci...No cóż. Czytało się to to szybko, ale po poprzednich dwóch częściach tą byłam bardzo rozczarowana, wyglądało na to, że autorka chce skończyć historię jak najszybciej, a przy okazji zniechęcić czytelników do głównej postaci.

      Postacią ową jest Anaid, zakompleksione dziewczę, brzydkie kaczątko - które okazuje sie być wybranką z przepowiedni Czarownic i ma zażegnać spór pomiędzy złymi Odish i dobrymi Omar. W czasie trwania historii Anaid dojrzewa i rozkwita - niestety nie w pięknego łabędzia ale w rozkapryszoną, egoistyczną i zadufaną w sobie nastolatkę. Zachowania bohaterki w trzecim tomie są tak nieracjonalne i nierealistyczne (tak pamiętam, że mówimy o fantasy), że zachodziłam w głowę jak można było zmarnować tak dobrze zapowiadającą się książkę. Fabuła się rozłazi, postaci są niekonsekwentne i płaskie, a samo zakończenie takie "na siłę"... Tyle o "Przekleństwie Odi".

      Mimo słabej końcówki nie chciałabym "skazywać na potępienie" całej trylogii, ciągle jest to dość dobry cykl dla młodzieży. Pierwszy tom naprawdę mi się spodobał - zarówno w warstwie językowej, jak i fabularnej. Drugi również był ciekawie rozwiązany - historia w postaci wspomnień matki wybranki przeniosła mnie do mroźnej Skandynawi, wprost na sanie psiego zaprzęgu. Przepowiednie, przekleństwa, kobiece kultury czarownic, hiszpański folklor i odwieczna walka dobra ze złem... Zapowiadało się naprawdę dobrze. I mimo, że autorce zabrakło pomysłu na końcówkę, to i tak całą serię oceniam na 4.

      Ocena: 4/6

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wojna czarownic, czyli równając w dół”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      piątek, 23 kwietnia 2010 22:05
  • środa, 21 kwietnia 2010
    • "Świat finansjery" - bankowe zawiłości ;)

      Będę pewnie nudna z tymi swoimi ciągłymi zachwytami nad książkami Terry'ego Pratchetta, ale autor nie pozostawia mi wyboru. Jak zwykle świetna historia, cudowne poczucie humoru i wspaniali bohaterowie.

      Moist von Lipwig, vel. Albert Spangler, dawny oszust, a obecnie Poczmistrz Poczty w Ankh-Morpork, zaczyna narzekać na nudę i monotonię. Nawet Gladys, pierwszy zadeklarowany płciowo golem, nie potrafi wyrwać go z marazmu, w który popadł. Ale mówimy przecież o Ankh-Morpork, mieście, w którym tyran Vetinari dba o swoich obywateli! Znajdując im na przykład nowe zajęcia. Najlepiej niebezpieczne i trudne. Takie jak zarządzanie upadającym bankiem, na którym swoje chciwe ręce trzyma rodzina Lavishów. Co robi rozsądny obywatel gdy dostaje taką propozycję? Oczywiście trzyma się od tego jak najdalej. A przynajmniej próbuje, bo jak wiadomo - gdy lord Vetinari ma jakiś plan, to go zrealizuje. Tak czy inaczej. A najczęściej inaczej. Ostatecznie więc prezesem banku zostaje uroczy piesek Pan Maruda, a Moist musi się nim tylko zaopiekować.

      "Moist poczuł, że wicher staje się lodowaty.

      -Jak długo żyje pies?

      -Taki zwykły pies? - spytał Nobby Nobbs. - Czy pies, który stoi między bandą Lavishów i fortuną?"

      (Terry Pratchett, "Świat finansjery")

      Oj tak, zabawy jest co niemiara... Polecam!

      Ocena: 5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „"Świat finansjery" - bankowe zawiłości ;)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      środa, 21 kwietnia 2010 10:43

Kanał informacyjny

Napisz do mnie
annamea(at)gmail.com