labirynt

Wpisy

  • piątek, 01 lipca 2011
    • "Zaginione miasto Z" czyli jak zgubiłam się w Amazońskiej dżungli

      Ostatnio w mojej ulubionej bibliotece pojawia się sporo książek, po które sama sięgnęłabym na skepową półkę, ale nie zawsze mogę sobie na to pozwolić. Dlatego tylko cieszyć się ze zbieżności mojej "wish listy" i bibliotecznego katalogu. Szkoda tylko, że tak mało znajduję ostatnio czasu na czytanie, pozwalam różnym sprawom i ludziom wyczerpać mnie emocjonalnie, więc gdy znajduję już parę wolnych godzin najczęściej padam na łóżko i śpię, śpię, śpię. A do tej pory to czytanie było moim najlepszym sposobem na oderwanie się od zbyt przytłaczającej rzeczywistości! Czy obiecuję poprawę? Nie, obecnie nic nie jestem w stanie obiecać, ale spróbuję chociaż nadrobić zalegości recenzenckie.

      Najłatwiej odnieść się do książki ledwie co skończonej, jeszcze świeżo we mnie żyjącej, dodatkowo w jakiś pokręcony, metaforyczny sposób będącej dla mnie przestrogą. "Zaginione miasto Z - amazońska wyprawa tropem zabójczej obsesji" Davida Grann'a to historia prawdziwa, próbująca dociec jak doświadczony podróżnik i oskrywca pułkownik Percy Fawcett mógł dać zwieść się niejasnym mirażom indiańskiego miasta, Eldorado, miasta Z.

      Fawcett był jednym z ostatnich wielkich podróżników żyjących w naszych romantycznych wyobrażeniach przygód i odważnych czynów, jednym z nielicznych, którzy wierzyli w potencjał odkrywczy Amazonii, kiedy inni postawili już krzyżek na tym obszarze. Był niezwykle odporny na choroby, zdeterminowany, krytycznie nastawiony do słabości innych, można powiedzieć, że despotyczny, ale z całą pewnością wiedział jak poradzić sobie na nieprzyjaznym terenie. Historia przedstawiona w książce nie jest jednak obrazem sielskich wycieczek z maczetą przez dżunglę ale opowieścią o nadludzkich trudach i niebezpieczeństwie, o chmarach owadów uprzykrzających życie na każdy możliwy sposób (ze składaniem larw pod ludzką skórą włącznie) i przenoszących choroby, o wykańczającej pogodzie, wrogo nastawionych Indianach. I mimo tych wszsystkich przeciwności Fawcett zawsze sobie radził. Zawsze.

      Aż do ostatniego razu, kiedy to wiedziony wizjami tajemniczego miasta Z, wytworu nieznanej Europejczykom cywilizacji, w którą pułkownik głęboko wierzył, zabrał swojego syna Jacka i jego przyjaciela Raleigha na ekstremalnie niebezpieczną wyprawę poszukiwawczą. I ślad po nich zaginął. Historia jednak nie kończy się w tym miejscu, ale trwa dalej, bo nagłośniona medialnie wyprawa Fawcetta oraz jego zaginięcie podziałały na wyobraźnie wielu, wielu ludzi, którzy zaczęli nieomal masowo wyruszać na poszukiwania - najpierw by ocalić, potem już tylko by dowiedzieć się, co przydarzyło się podróżnikom. I często dzielili ich los. Działo się to na taką skalę, że rząd Brazylii w końcu zakazał wypraw bez specjalnego pozwolenia, a ludzi opętanych obsesją odkrycia losów ekspedycji zaczęto nazywać "świrami do Fawcetta". A szaleństwo trwa do dziś.

      Książka jest bardzo dobrze napisana, pełna cytatów pochodzących z listów i gazet, co daje poczucie, że naprawdę poznaliśmy myśli, charakter, osobowość najważniejszych postaci. Mi pozwoliła nieco zweryfikować dziecięce wyobrażenie o Amazonii pochodzące z ukochanych książek o Tomku Wilmowskim, zrozumiałam jakże fałszywym rajem musiała się ona wydać odkrywcom z początku XX wieku - tak zielona, tak bogata, tak często głodząca swoich gości na śmierć. Niezwykła przygoda. Polecam.

      Ocena: 4.5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „"Zaginione miasto Z" czyli jak zgubiłam się w Amazońskiej dżungli”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      piątek, 01 lipca 2011 08:50

Kanał informacyjny

Napisz do mnie
annamea(at)gmail.com