labirynt

Wpisy

  • poniedziałek, 15 października 2012
    • "Moja siostra, moja miłość" - Joyce Carol Oates

      „-Przecież cały ból, który odczuwamy, jest w naszych głowach, mamusiu. Ból rejestruje się wyłącznie w mózgu i jeśli go czujemy, to znaczy, że jest prawdziwy.

      Mamusia roześmiała się z irytacją.

      - Jezus potrafi ująć nam bólu, jeśli taka Jego wola. (…) Ból Bliss nie jest prawdziwy, a jeśli jest prawdziwy, to Jezus go od niej zabierze. I Bliss Rampike zdobędzie mistrzostwo Turnieju Szaleństw na lodzie i tatuś będzie z nami na lodowisku, będzie oglądał, jak ją koronują, i tego wieczoru będziemy świętowali całą rodziną, a potem tatuś pojedzie z nami do domu.” ("Moja siostra, moja miłość" J.C. Oates)

      Dużo dobrego słyszałam o książkach Joyce Carol Oates, ale kiedy jakiś czas temu spróbowałam przeczytać „Córkę grabarza” potknęłam się o ciężką depresyjność pierwszych stron i dałam sobie spokój. Aż do ostatniej wizyty w bibliotece, kiedy to w moje ręce wpadła wreszcie „Moja siostra, moja miłość” – i dałam się skusić.

      Już po kilku pierwszych stronach wiedziałam, że książka nie będzie łatwa i przyjemna. I że szalenie mi się spodoba.

      Nastoletni Skyler opowiada w niej historię krótkiego życia, oszałamiającej kariery i brutalnej śmierci swojej małej siostrzyczki – cudownego dziecka, wspaniałej łyżwiarki – Bliss Rampike. Bogaci rodzice, ekskluzywna dzielnica, doskonałe szkoły – za tą fasadą amerykańskich przedmieść często kryją się prawdziwe, choć nieoczywiste, dramaty. W świecie gdzie wyznacznikiem sukcesu są kręgi towarzyskie, w których się obracasz, rodzice Skylera i Bliss pogubili się po drodze, stracili z oczu swoje dzieci, a widzieli jedynie tabloidowe nagłówki i telewizyjne reflektory. W świecie, w którym mała dziewczynka żyje w przekonaniu (nie bez racji, niestety), że jest ważna i kochana jedynie tak długo, jak długo odnosi zwycięstwa, tylko jej kilka lat starszy brat widzi jej samotność i strach. Mały mężczyzna mamusi, który nagle zszedł na dalszy plan i musi przełknąć swoją zazdrość i upokorzenie, by stać się oparciem dla coraz bardziej zagubionej siostry. A ileż oparcia jest w stanie dać dziewięciolatek? I co ma zrobić kiedy już wie, że nie dał rady? Bo mała Bliss zostaje zamordowana, we własnym domu - tajemnicza zbrodnia, która nigdy nie zostaje do końca rozwiązana, rodzinna tragedia, która ma być może drugie dno, opuszczony chłopiec, który nie potrafi poradzić sobie z tym co się stało i dlatego próbuje odtworzyć wydarzenia relacjonując, dla nas, czytelników, całą historię, a może robi to dla siebie, żeby zrozumieć, żeby sobie przypomnieć o czym kazano mu nie pamiętać…

      Pewnie nie znajdzie się wiele osób, które pochwalałyby amerykańskie wybory „małych miss” – dziwne konkursy dla małych dziewczynek ubranych i wymalowanych jak dorosłe kobiety (chociaż – czy jakaś dorosła kobieta ubiera się tak i maluje?), którym zawzięcie kibicują fanatyczne matki podpowiadając z miejsca dla publiczności te okropne układy, w których kilkulatki prężą się w obcisłych kostiumach i kusząco kręcą biodrami, rozsyłają całusy i mrugają zalotnie – pewnie nie. A jeśli tak, ta książka powinna ostatecznie otworzyć im oczy na to, co robi się tym dzieciom. Bo Bliss żyła bardzo podobnym życiem – faszerowana lekami przeciwbólowymi, zmieniana nie do poznania w gabinetach kosmetycznych i fryzjerskich, ubierana w seksowne stroje i uczona odpowiednich układów tanecznych, a także tego jak powinna się uśmiechać i co mówić… Wszystko obliczone na jak największy efekt przez jej neurotyczną, despotyczną, fanatycznie religijną matkę, do której naprawdę ciężko wzbudzić w sobie sympatię.

      Fascynująca i przerażająca książka, do tego fantastycznie napisana. Wiarygodna narracja, wciągający sposób opisywania zdarzeń i porywająca historia… Mogę tylko polecać, polecać i jeszcze raz polecać.

      Ocena: 6/6

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 października 2012 08:11
  • poniedziałek, 01 października 2012
    • Empik chyba wie kiedy mam urodziny ;)

      Cudownie się złożyło, że promocja w Empiku "3 za 2 na fantastykę" zbiegła się w tym roku z moimi urodzinami (trwa jeszcze do jutra - jeśli ktoś nie skorzystał, a chciałby, to musi się spieszyć!). Wśród prezentów znalazł się również bon do tego przybytku czytelniczej rozpusty, pognałam więc w weekend do najbliższego salonu i dokonałam trudnego, ale i przyjemnego wyboru. Padło na trzy książki wydawnictwa MAG, któremu się już odgrażałam, że więcej od nich nic nie kupuję, ale co zrobić jeśli ciągle trafiają w moje czytelnicze gusta? Czwarta książka ze zdjęcia ("Ogrody księżyca") to już wcześniejszy zakup i znalazła się tutaj głównie po to, żeby pokazać jak ładne jest nowe wydanie moich ukochanych "Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych".

      Z tej radości i chęci przedstawienia Wam moich najnowszych, drogocennych nabytków, nie zauważyłam, że książki leżą do góry nogami :) Ale nic to, bo już śpieszę donieść, że oto od góry mamy:

      "Zemsta najlepiej smakuje na zimno" - Joe Abercrombie - czyli wojna w świecie fantasy, opis na okładce obiecuje krwawą jatkę ;) ""Wiosna w Styrii. A to oznacza wojnę. Od dziewiętnastu lat płynie krew. Okrutny wielki książę Orso zaciekle zmaga się ze skłóconą Ligą Ośmiu i wykrwawia kraj. Podczas gdy maszerują armie, spadają głowy i płoną miasta, bankierzy, kapłani oraz starsze, mroczniejsze potęgi toczą śmiertelną zakulisową rozgrywkę, usiłując wskazać, kto zostanie królem. "

      "Drood" - Dan Simmons - spodziewam się po tej książce kawałka porządnej literatury. Jest XIX-wieczny Londyn, jest Dickens i są ciemne, ciemne sprawki... Czy rzeczywiście dostanę powieść opartą na faktach, tajemniczych faktach z życia popularnego pisarza, czy może ktoś mnie tutaj robi w konia? W każdym razie bardzo cieszę się, że tak szybko po ukazaniu się tej książki mam ją już u siebie.

      "Bramy domu umarłych" - Steven Erikson - drugi tom odświeżonego wydania Malazańskiej. Zamierzam mieć je wszystkie i wcale nie przeszkadza mi obecność na półce zarówno starego wydania, jak i kilku tomów wydania angielskiego ;) To jest miłość! Dowodem na to niech będzie kolejne zdjęcie z kolejnym urodzinowym prezentem - wspaniałym charms'em przedstawiającym miniaturową książkę z tej właśnie serii - tym razem "Dust of dreams":

      Moje empikowe zdobycze to naprawdę bardzo grube książki - mam nadzieję, że szybko znajdę czas, żeby zalec z nimi na kanapie, bo "do torebki" to one się raczej nie nadają. Każda liczy około 800 stron i waży adekwatnie do tej liczby. Radość jest jednak ogromna, a tym większa, że dostałam jeszcze dwie, tym razem bardzo słodkie książki od mojego męża:

      Prawda, że się postarał? Tak, tak, zrobił to własnoręcznie, a ja wprost pękam z dumy.

      No to uciekam. Zostało mi jeszcze trochę smoka do spałaszowania, a przy poduszce czekają na mnie kusząco mrrrroczne lektury :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Empik chyba wie kiedy mam urodziny ;)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 01 października 2012 21:18

Kanał informacyjny

Napisz do mnie
annamea(at)gmail.com