labirynt

Wpisy

  • niedziela, 14 listopada 2010
    • Potrawy z czasów Jane Austen

      Bardzo się ucieszyłam z "Książki kucharskiej Jane Austen", którą pokazywałam już w stosiku. Muszę jednak przyznać, że autorki - Maggie Black i Deirdre Le Faye - dokonały pewnego nadużycia tytułując ją w ten sposób. Potrawy pochodzą z czasów współczesnych Jane, wiele z nich z notatnika bliskiej jej osoby, ale sama Jane raczej ich nie gotowała. W jej książkach też nie znajdziemy potraw proponowanych przez autorki, myślę więc, że jest to trochę podpinanie się pod pewien trend i "modę na Jane".

      Pomimo tego zgrzytu z przyjemnością poczytałam o zwyczajach obowiązujących przy stole w tamtych czasach, zapoznałam się z kulinarnymi cytatami z powieści i listów Jane, obejrzałam klimatyczne ryciny wplecione tu i ówdzie w tekst książki. Proponowanych potraw nie gotowałam i przyznam, że może być to trudne ze względu na wyszukane składniki i ilość pracy potrzebne do ich wykonania. Chociaż znalazłam parę smakowitych deserów, z którymi powinnam sobie poradzić i z ciekawości dam sie chyba skusić...

      Ogólnie jestem odrobinę rozczarowana, liczyłam na trochę więcej Jane w książce o Jane, a dostałam pozycję, która nie zda się na wiele więcej jak przeglądnięcie i postawienie na półce, żeby ładnie się prezentowała.

      Ocena: 3.5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Potrawy z czasów Jane Austen”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      niedziela, 14 listopada 2010 12:46
  • czwartek, 04 listopada 2010
    • "Ślad łyżwy", czyli pierwsze zimowe akcenty

      Przypadkiem zaszłam wczoraj do księgarni Matras, przypadkiem trafiłam na wyprzedaż i przypadkiem wpadła mi w ręce książka Anny Piwkowskiej "Ślad łyżwy". I był to przypadek niezwykle szczęśliwy.

      Zaciekawiła mnie intrygująca okładka i opis na niej: "Pomysł tej książki rodził się podczas czytania wierszy wielkiego austriackiego poety Georga Trakla, a także uważnego studiowania rodzinnych fotografii poety. Oglądałam je w Salzburgu, w domu Trakla, gdzie znajduje się muzeum jego imienia. Próbuję opowiedzieć pewną historię. O próbach radzenia sobie z życiem i ze śmiercią poprzez sztukę i miłość. A więc historię o czymś niemożliwym. Prawdziwą i nieprawdziwą jednocześnie."

      Młody, zagubiony poeta uwikłany w kazirodczy związek z tylko nieco mniej zagubioną siostrą, mroczne wizje i ciężka nostalgia dotykająca bohaterów zostały bardzo sugestywnie i malowniczo oddane przez autorkę. I do tego zima, ciągle powracający kres wszystkiego, opisywana tak pięknie, że można niemal zatęsknić za zimowym krajobrazem. Ale tylko niemal, gdyż obsypane śniegiem drzewa i lśniąca tafla lodu na jeziorze niosą ze sobą groźbę i lęk.

      Powieść nie jest długa, nieco ponad 100 stron. W sam raz na jeden wieczór czytania. Ale materiału do przemyśleń dostarcza na pewno na o wiele dłużej.

      Ocena: 5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      czwartek, 04 listopada 2010 15:42
  • czwartek, 14 października 2010
    • Perwersyjna Anne Bishop

      To będzie dziwna recenzja. Pozytywna recenzja o książkach, które właściwie mają same wady. A i tak powaliły mnie na kolana. Może więc nie będzie to nawet recenzja, a zastanawianie się – dlaczego?

      Za mną przeczytana błyskawicznie piąta część serii o Czarnych Kamieniach – „Splątane sieci”. Błyskawicznie, zresztą, przeczytałam całą serię. I chociaż zgadzam się z wszystkimi zarzutami, jakie pod adresem autorki wysuwa ninedin, to i tak mam na punkcie tych książek bzika. Ot, taka totalna odskocznia od realnego świata, diablo wciągająca i pełna magicznego uroku. Nie będę streszczać fabuły, bo przez 5 tomów trochę się nakomplikowało, poza tym inni zrobili to już świetnie za mnie (polecam recenzje clevery), a poza tym mam problem do przeanalizowania ;)

      Ale zacznijmy od początku. Trylogia „Czarne kamienie” pochłonęła mnie bez reszty tuż przed obroną magisterską i od tamtej pory nie mogłam doczekać się kolejnej części. Emocjonalność bohaterów jest w tych książkach skrajnie przerysowana, mężczyźni oddani swym kobietom do granic czytelniczej wytrzymałości, zachowania mało racjonalne, rozterki trochę śmieszne, złość zawsze objawia się "niebezpiecznie łagodnym" głosem, a wszystko okraszone jest dużą dawką erotyki, często brutalnej i wpływającej na każdy inny aspekt życia bohaterów, którzy zresztą rozprawiają o tym z każdym kto ma (lub czasem i nie ma) ochoty słuchać. Trzeba uczciwie przyznać, że wszystko jest tutaj przesadzone, a już sfera seksualna najbardziej. Bo tytuł notki nie wziął się z niczego. Książki nie nadają się dla dzieci - pełno tutaj rzeczy, o których dzieci czytać nie powinny: gwałty, pedofilia, sadystyczne przyjemności, odgryzanie tego i owego, seksualni niewolnicy, kastracja, prostytucja, a nawet - o zgrozo - straszny poranny małżeński seks ;)

      Nie wiem właściwie na czym polega fenomen autorki, która mimo tak licznych błędów zdobyła równie liczne serca fanów (co wnioskuję z recenzji na blogach, głównie entuzjastycznych). Nie wiem dlaczego ja, której podlotkiem nazwać już nie można, ja, która romanse wrzuca na sam koniec listy do przeczytania (a i to rzadko), dałam się tak oczarować bohaterom tych powieści. I to głównie męskim bohaterom, trzeba przyznać – bo Daemon (zwany Sadystą) i Lucivar (fonetyczna zbieżność imienia do „Lucyfer” nieprzypadkowa), a nawet Saetan SaDiablo (Wielki Lord Piekła :) ) rozkładają na łopatki. Są silni, mężni, oddani, lojalni, gotowi do poświęceń, niebezpieczni nawet gdy zniewoleni… Przemawia to do kogoś, kto kiedyś kochał się w Kmicicu :) Główna bohaterka natomiast – Jaenelle – no jakoś nie przypadła mi do gustu. Niby najpotężniejsza osoba w powieści, a ciągle ją trzeba ratować, jest zbyt mimozowata jak na mój gust, brak jej empatii  i w  ogóle to nie wiem co Daemon w niej widzi… ;)

      Mamy jeszcze Surreal, byłą prostytutkę, która byłaby całkiem fajną kobiecą postacią, gdyby tylko choć na chwile przestała przypominać sobie i czytelnikom, że jest byłą prostytutką. To ona właśnie staje się główną bohaterką V tomu, którego fabuła przypomina nieco konstrukcję filmów typu „Piła”. Myślę zresztą, że wydawca świetnie wstrzelił się czasowo z publikacją (przypadkiem zapewne), bo ostatnio coś się modnie zrobiło na takie książki, że wspomnę chociażby „Instytut”. Mamy więc dom-pułapkę, mordercze monstra i furię rodziny SaDiablo, która nie lubi gdy się z nią tak pogrywa. Oj, nie lubi.

      Co więc mnie tak urzekło? Może to, że książki wciągają tak bardzo, akcja toczy się tak szybko, że nie ma czasu się zastanawiać  nad mało przekonującymi reakcjami bohaterów, nad nieprawdopodobnym biegiem fabuły. W końcu – to jest fantasy do cholery! – i można przymknąć oczy na parę szczegółów. A może właśnie to, że bohaterowie są tak gwałtownie reagujący, targają nimi przy byle okazji emocje tak silne, że przejmująco się o tym czyta, a niekoniecznie samemu by się chciało przeżywać? Mamy też tutaj sporo zabawnych sytacji i dialogów, a fajnie jest jak można się nad książką pouśmiechać. I ostatecznie miło pomarzyć, że trzeba się siłą i sposobem wykręcać od rozpieszczania przez swojego mężczyznę, co by nas nie zagłaskał na śmierć, a każda nasza łza wyzwala w nim morderczo-opiekuńcze isntynkty i szklisty wzrok ;)

      Trochę sobie żartuję, ale bądźcie pewni, że polecam. Bardzo polecam. I niech już wyjdzie kolejna część.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Perwersyjna Anne Bishop”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 października 2010 21:01
  • wtorek, 12 października 2010
    • Wszystko to, co kocham jesienią

      Taki mnie dzisiaj sentymentalny nastrój ogarnął. Spędziłam urocze popołudnie spacerując w miłym towarzystwie deptakiem Monte Cassino i molem, i choć od tygodni szarpię się sama ze sobą i rzeczywistością, to dziś jestem spokojna i szczęśliwa drobiazgami. Wracając autobusem do domu pomyślałam sobie - jak ja kocham to miasto, jaki cudowny jest Sopot. Nigdzie indziej w Trójmieście nie ma tylu klimatycznych kawiarenek i restauracji, nigdzie indziej nie znajdzie się antykwariatów z NAPRAWDĘ tanimi książkami, to tutaj są sklepy ze starociami i komisy vintage, przepiękne trasy spacerowe i wąskie, leniwe uliczki ze starymi domami.

      I taka jesień jaką mamy za oknem jest fajna - słońce i kolory, niby chłodno, ale pięknie. I znów mogę nosić wszystkie swoje grube, ciepłe rajstopy w pastelowych kolorach i z "warkoczami". Albo posiedzieć zawinięta w koc na ławce na balkonie, z kotem rozkosznie rozciągniętym na moich kolanach. I można dużo różnych herbat nakupować bo to jest pora na herbaty, na plaster pomarańczy w imbirowej, na sok malinowy w tej z cytryną, na solidną łyżkę miodu w każdej... Dużo kaprysów można taką jesienią usprawiedliwić, rozleniwić się, zadumać.

      Taka zadumana i rozleniwiona nawet obiadu dziś nie zobiłam, i to też kocham, że mój M. wcale nie ma pretensji tylko sam sobie smaży pieczarki :) Żyć, nie umierać.

       

      P.S.: Co nie znaczy, że jakby ktoś słyszał o jakiejś pracy, to nie może mi dać znać ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Wszystko to, co kocham jesienią”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 października 2010 16:44
  • poniedziałek, 11 października 2010
    • Stosik urodzinowo-imieninowo-przyjemnościowy

      Rzadko pokazuję swoje stosiki - zawsze czekam na jeszcze jakas zamowiona pozycje, zbierają sie te książki, zbierają, a w końcu wydaje mi się, że na stosik jest już za dużo, bo powstają całe wieże... Ale co tam :) Niedawno miałam urodziny, jeszcze "niedawniej" imieniny i uzbierało się parę fajnych rzeczy do pokazania. Sporo też kupiłam sama "dla przyjemności" :)

      Na samej górze oczywiście długo wyczekiwany przeze mnie "Pył snów" Eriksona, o którym już pisałam w poprzedniej notce. Takie wyczekiwanie, taka radość, a zaraz potem zbiegiem okoliczności zupełny brak czasu na czytanie...

      Zaraz potem "upolowane" na allegro i w antykwariatach: "Staroświecka historia" Magdy Szabo, "Zimna Góra" Charlesa Fraziera z filmową okładką i "Książka dla dzieci" Borysa Akunina. Niesamowite perełki za parę złotych, prawda?

      Książki Anne Bishop wciągnęły mnie niesamowicie tuż przed obroną magisterską ;) Nie wiem jaka zasługa w tym książek a jaka niechęci do nauki, ale mam teraz miłe skojarzenia z tą sagą i nie mogłam za żadne skarby odpuścić sobie nowej części. Także Panie i Panowie - urodzinowy prezent, który sprawił mi wiele radości (sama go wymusiłam w końcu ;)) - "Splątane sieci".

      O "Kolędzie dla umarłych" nie mogę na razie powiedzieć nic poza tym, że jest to thriller, kryminał, który kupiłam w antykwariacie a między kartki książki zaplątała się śliczna zakładka, którą odkryłam dopiero po powrocie do domu.

      Robert M. Wagner to od niedawna gorące nazwisko w polskiej fantasy. Jego nową serię porównuje się trochę do sagi Eriksona. Czy muszę więc tłumaczyć dlaczego sięgnęłam po "Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-południe".

      Następna książka to publikacja popularnonaukowa, o której wspominali czasem profesorowie na zajęciach przytaczając zabawne anegdotki z dziedziny chemii. I znów radość znaleziona na półkach antykwariatu :) - "Guziki Napoleona - jak 17 cząstek zmieniło historię" Couter P. Le i Burreson J. Polecam!

      Jaka szkoda, że najsłabiej widać najnowszy prezent od mojego M. - przecudowny album "Książka kucharska Jane Austen". Pełen fantastycznych rycin, interesujących opisów obyczajów i zwyczajów współczesnych pisarce ludzi, no i przepisów, z których póki co żadnego nie wypróbowałam. Ale nie omieszkam, a wtedy podzielę się wrażeniami!

      Na koniec znany w Polsce z programu "Jak dobrze wyglądać nago" Gok Wan i jego stylistyczne porady w "Work your wardrobe". Ciekawe do poczytania, trudniejsze do stosowania :)

      Pochwalę się jeszcze, że już zamówiłam w przedsprzedaży "W komnatach Wolf Hall". Długo musiałam czekać ja i inni ciekawi zwycięzcy zeszłorocznego Bookera, ale już zaraz, za moment nasza ciekawość zostanie zaspokojona.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Stosik urodzinowo-imieninowo-przyjemnościowy”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 października 2010 18:57
  • czwartek, 16 września 2010
  • środa, 08 września 2010
    • "Krucha jak lód"

      Książki Jodi Picoult są z całą pewnością wciągające, czyta się je szybko, nie jest to materia stawiająca czytelnikowi jakiś mentalny lub stylistyczny opór. Jednak z każdą kolejną mam mniejszą przyjemność z czytania. „Krucha jak lód” doskonale wpisuje się w schemat -  kontrowersyjny temat, trudna sprawa sądowa, kontrowersyjne zakończenie… I tak, czyta się to dobrze.

      Tym razem autorka skupia się na dziecku dotkniętym ciężką, nieuleczalną chorobą powodującą nadmierne łamanie się kości – nawet pry kichnięciu. I na rodzicach, którym prawnik przedstawia możliwość uzyskania wysokiego odszkodowania od położnej, która w porę nie wykryła niedoskonałości dziecka. Nie wykryła – czyli nie dała szansy na przerwanie ciąży, na nieurodzenie dziecka… Matka chorej dziewczynki postanawia pójść tą drogą, nie patrząc na sprzeciw męża, na krzywdę jaką wyrządza doskonale rozumiejącej sytuację córce, i na to, że składając pozew wbija nóż w plecy swojej najlepszej przyjaciółce – czyli położnej, której zarzuca błąd. Swój upór i postępowanie tłumaczy sobie i otoczeniu dbaniem o przyszłość dziewczynki, o zabezpieczenie finansowe jej bytu i rehabilitacji. Picoult pozwala nam jednak zwątpić w taką szlachetną motywację…

      Tak jak pisałam, książka nie zrobiła na mnie szczególnego wrażenia. Z drugiej strony – przeczytałam ją bardzo szybko, jest sprawnie napisana, z chwytliwym tematem, wiarygodnymi rozterkami. Ot, taka książka na podróż pociągiem z Gdańska do Warszawy. W jedną stronę. Jako zabijacz czasu sprawdziła się świetnie.

      Ocena: 4/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „"Krucha jak lód"”
      Tagi:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      środa, 08 września 2010 12:30
  • środa, 25 sierpnia 2010
    • "Ogród wiecznej wiosny"

      Nie tak dawno dałam się skusić na nowość pod patronatem empiku, hiszpańską powieść "Ogród wiecznej wiosny" Cristiny Lopez Barrio. I nie żałuję!

      Książka okazała się świetna na duszne letnie dni i wieczory, a spokojnie płynąca fabuła sprawiła, że nie pochłonęłam jej "na raz" ale delektowałam się nią kilka dni z rzędu. Polecam miłośniczkom i miłośnikom rozbudowanych, poetyckich metafor, realizmu magicznego i wyrazów przesyconych namiętnością.

      "Ogród wiecznej wiosny" to w rzeczywistości saga przeklętego rodu Laguna - rodu, w którym na świat przychodzą wyłącznie dziewczynki przynosząc wstyd i hańbę swoim samotnym matkom o złamanych sercach. To właśnie rozpacz jednej z nich, pięknej Clary Laguny, zamienia zwyczajny ogród przy domu o czerwonych ścianach w ogród nigdy niewiędnących kwiatów. Odtąd już zawsze miłość miesza się tu z cierpieniem, a milczące rośliny są świadkiem niejednej zbrodni. A wszystko to pięknie opisane, włącznie z sugestią zapachów, i tak niewiele brakuje by poczuć pod stopami stokrotki z ogrodu Czerwonego Domu...

      Ocena: 4.5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „"Ogród wiecznej wiosny"”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      środa, 25 sierpnia 2010 20:31
  • poniedziałek, 09 sierpnia 2010
    • Uwięziona "Pod Kopułą"

      Stephen King świetnym pisarzem jest, tej tezy nie muszę chyba udowadniać... A gdyby ktoś miał wątpliwości, niech sięgnie po którąś z jego książek, a teza obroni się sama. A już na pewno w przypadku gdy sięgniecie po "Pod Kopułą".

      Okazuje się, że czytelnicza niemoc może minąć jak ręką odjął jeśli tylko zostało energii na tyle by przewrócić kilka pierwszych kartek. Mi energii wystarczyło, przerzuciłam parę pierwszych i... ocknęłam się po trzech dniach i ponad 900 stronach. I wyraz "ocknęłam" naprawdę świetnie tu pasuje, bo przez trzy dni byłam uwięziona razem z mieszkańcami Chester's Mill pod tajemniczą kopułą, która pewnego pięknego dnia po prostu spadła na miasto odgradzając je od świata niewidoczną, acz nad wyraz solidną barierą.

      Samo "zejście" kopuły było już wydarzeniem efektownym i obfitującym w krwawe ofiary, jak na Kinga przystało. A potem jest tylko szybciej, krwawiej i bezwględniej. Okazuje się bowiem, że wystarczy parę dni by porządnych obywateli zamienić w zdesperowany tłum, zwłaszcza jeśli komuś zależy by taki zdesperowany tłum był jak najbardziej zdesperowany. A komuś z władz miasta zależy... Ostatecznie zdesperowanymi ludźmi łatwiej manipulować, można im wmówić to i owo, wprowadzać swoje tyrańskie rządy (wszystko dla dobra miasta, oczywiście) i zbudować własną jednostkę policyjną. Wszystko można wtedy wytłumaczyć - i fabrykę narkotyków, i dziwne aresztowania, i zamykanie sklepów, i tajemnicze morderstwa. A jeśli ktoś nadal nie rozumie, to nowo-wcieleni-do-policji-policjanci chętnie wytłumaczą. Bardzo chętnie, i jak można się domyślić - bardzo brutalnie.

      Bohaterów w powieści jest bez liku, jednak odnaleźć się w tym gąszczu nie jest trudno - każda postać to osobna historia, zapadająca w pamięć, a przez to ułatwiająca rozeznanie: co i jak, gdzie i kto z kim. Jest trochę schematycznie, bo od razu wiemy kto jest tym dobrym, kto złym, a kto gorszym, ale mi osobiście zupełnie to nie przeszkadzało - mamy więc dobrego weterana wojny w Afganistanie Dale'a Barbarę i bardzo złego Dużego Jima Renniego, radnego miejskiego o wybujałych ambicjach. Barbara ma kilku przyjaciół i błogosławieństwo prezydenta, ale prezydent jest... no cóż, jakby to powiedzieć... na zewnątrz. A w związku z tym może Jimowi naskoczyć. Jim z kolei ma za sobą umiejętnie zmanipulowanych mieszkańców miasta i kierowaną przez siebie policję. Barbarze trudno to będzie przebić.

      King fenomenalnie opisał ekologiczne i meteorologiczne skutki powstania takiej zamkniętej przestrzeni, zachowania ludzi i zwierząt, rozwiązanie zagadki jest zaskakujące i... dziwne. Cóż, jak u Kinga, prawda?

      I najsmutniejsze jest to, że czytając zastanawiałam się jak ludzie mogą tak sobie dawać mydlić oczy, jak mogą słuchać takiego zadufanego w sobie, kłamliwego, agresywnego pieniacza. A potem kopuła opadła, książka się skończyła, a ja wróciłam do rzeczywistości i obejrzałam serwisy informacyjne. I przypomniałam sobie, że my też mamy swojego Dużego Jima.

      Ocena: 5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 sierpnia 2010 18:15
  • niedziela, 01 sierpnia 2010
    • Niby obecna

      Odzywam się, aby te nieliczne duszyczki, które jeszcze do mnie zaglądają zaglądać nie przestały, ale po prawdzie to ciężko mi coś pisać. Jakoś nie mogę się ogarnąć od zakończenia studiów - wydawałoby się raj, wolne, dużo czasu... A tu czasu wcale dużo nie ma jak się okazuje, a jak już jest to przepełniony frustracją z powodu niemożności znalezienia pracy. Ba, nawet ofert jak na lekarstwo. Humor więc mi nie dopisuje, nos mam zwieszony na kwintę i kiepski ze mnie kompan obecnie. Chociaż dziś byłam na jarmarku św. Dominika i było naprawdę fajnie, artystycznie i kolorowo. Polecam tym, którzy w okolicy :)

      W ogóle dużo "bywam" ostatnio - a to Open'er, a to jarmark, a to mnie nawet do Warszawy wywiało na koncert Pink Martini, więc chyba nie powinnam narzekać. Ale myślałam, że z tą pracą tak jakoś sprawniej pójdzie... O naiwności.

      Jeśli chodzi o czytanie to dużo lepiej mi szło jak się uczyłam. Teraz teoretycznie mogę bezkarnie. Ale trudno mi się zabrać. Nie pytajcie czemu, nie potrafię wytłumaczyć, paradoks jakiś...

      Więcej sobie dłubie w decoupage, zmotywowana znajomymi i ich stoiskiem w Łebie. Zawsze to miło jak się komuś moja praca spodoba na tyle, żeby kupić. W tym sezonie króluje lawenda i oczywiście motywy morskie. Trochę się pochwalę, a co ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Niby obecna”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 sierpnia 2010 22:42

Kanał informacyjny

Napisz do mnie
annamea(at)gmail.com