labirynt

off topic

  • czwartek, 07 lutego 2013
  • niedziela, 03 lutego 2013
    • O trudnej sztuce kompromisu czyli o wybieraniu imienia dla kota czyli - gdzie jest Wally?

      Tylko pozornie ten wpis nie ma nic wspólnego z książkami, pozornie. Już śpieszę tłumaczyć o co chodzi. Moje dwa dotychczasowe koty nosiły imiona bohaterek literackich - Izoldy i Scarlett. Koty mojego męża nazywały się tak jak zapewne tysiące innych kotów na świecie - Kocio i Icek. Jak widać, kiedy przyszło do wybierania imienia dla naszego pierwszego wspólnego zwierzaka, starły się dwa światopoglądy - nader egzaltowany i wyjątkowo (wybacz mi Mężu ;)) pospolity.

      Oliwy do ognia dolewał fakt, że w hodowli witano właśnie miot „W”, a więc kotek powinien mieć imię zaczynające się na tą właśnie literę. Oczywiście, mogłoby być tak, że papiery sobie, a imię sobie, ale skoro już mieliśmy możliwość jakiegokolwiek na to wpływu, postanowiliśmy, że warto wybrać imię, które z nami zostanie. A „W” okazało się wyjątkowo mało poetycką literą. Mój mąż po kolei odrzucał wszystkie moje Wolveriny i Woldemorty (tak, wiem, jak to się pisze w oryginale ;)) argumentując, że imię naznacza osobowość, na co mamy dowód w postaci charakternej Scarlett, a on nie chce mieć w domu puchatego mordercy. Na Wanilia i Werbena tylko się skrzywił. Rozpaczliwie szukałam bohatera literackiego, którego imię byłoby godne tej białej kulki, która miała pojawić się w naszym domu – i nic! Wywiało mi z głowy jakichkolwiek sensownych herosów, czy choćby dżentelmenów! Przeszliśmy więc przez etap totalnej głupawki zaczynającej się Wirusem, przechodzącej przez Wirnika, a na Warbudzie kończącej (mijaliśmy akurat plac budowy…). Nieśmiało zaproponowałam Merlina (ach, to dopiero byłoby imię!) sugerując, że „M” to przecież nic innego jak odwrócone „W”. Jak się domyślacie – nie przeszło.

       

      No i w końcu, ostatecznie, wybraliśmy. Wally. Sympatyczny Wally w pasiastym swetrze, bohater komiksów „Gdzie jest Wally?” – ukrywający się w tłumie okularnik, którego każdorazowo trzeba było znaleźć na barwnych obrazkach.

       

      I chociaż nie byłam do końca usatysfakcjonowana, bo imię mało dramatyczne przecież, zgodziłam się nie mogąc zaproponować godnej kontrkandydatury (dlaczego, Watsonie, nie przyszedłeś mi wtedy do głowy?!). Uznałam, że może to być nawet zabawne, jak będziemy szukać kociaka i wołać „Gdzie jest Wally?”, niczym stale bawiąc się pamiętną frazą sprzed lat. Przy okazji urlopu w UK wyszło na jaw, że jesteśmy trendsetterami, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że wszędzie, gdzie się nie obróciliśmy trafialiśmy na gadżety z imiennikiem naszego małego rozrabiaki? Kalendarze z Wally’m, kubki z Wally’m, kalesony z Wally’m… Słowem, mieliśmy nosa.

       

      A sam kot? Cóż, Wally postanowił z nami współpracować i odpowiednio dostosować się do wybranego imienia. Kilka razy dziennie padają w naszym domu nieśmiertelne słowa i przestało nas to bawić już w okolicach grudnia.

       

      Dlatego czasem udajemy, że od początku chodziło nam o Wallec'a ;)

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      niedziela, 03 lutego 2013 17:10
  • poniedziałek, 27 grudnia 2010
    • Podchoinkowe ukulturalnienie

      Te Święta były udane z wielu względów. Po pierwsze od początku miałam do nich pozytywne nastawienie, które nie dostało obuchem po głowie i nie zostało sprowadzone na ziemię, tak więc do końca utrzymałam dobry humor. Po drugie pławiłam się w błogim lenistwie nie pozwalając by tak jak w zeszłym roku szał przygotowań zepsuł mi całą przyjemność. Po trzecie miałam bardzo ciepłą, polarową piżamę, w której przechodziłam, przepraszam - przeleżałam - prawie cały pierwszy dzień Świąt. Po czwarte jedzenie było przepyszne, a ciasta, które upiekłam naprawdę smacznie wyszły. Po piąte... mogę tak w nieskończoność. Przejdźmy więc od razu do chwalenia się :) Razem z moim M. zostaliśmy w tym roku odpowiednio ukulturalnieni, z czego oboje bardzo się cieszymy.

      W ramach chwalenia się, muszę jeszcze dodać, że wszystkie prezenty były wspaniałe i trafione, aż dziw bierze, że tak się to wszystko ładnie złożyło :) Co niestety sugeruje, że w przyszłym roku, w ramach jakiejś kosmicznej sprawiedliwości może być znacznie gorzej ;) No ale nie zapeszajmy.

      Mam nadzieję, że i u Was wszyscy Mikołaje dobrze się spisali :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Podchoinkowe ukulturalnienie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 27 grudnia 2010 14:02
  • piątek, 24 grudnia 2010
  • poniedziałek, 29 listopada 2010
  • niedziela, 21 listopada 2010
  • wtorek, 12 października 2010
    • Wszystko to, co kocham jesienią

      Taki mnie dzisiaj sentymentalny nastrój ogarnął. Spędziłam urocze popołudnie spacerując w miłym towarzystwie deptakiem Monte Cassino i molem, i choć od tygodni szarpię się sama ze sobą i rzeczywistością, to dziś jestem spokojna i szczęśliwa drobiazgami. Wracając autobusem do domu pomyślałam sobie - jak ja kocham to miasto, jaki cudowny jest Sopot. Nigdzie indziej w Trójmieście nie ma tylu klimatycznych kawiarenek i restauracji, nigdzie indziej nie znajdzie się antykwariatów z NAPRAWDĘ tanimi książkami, to tutaj są sklepy ze starociami i komisy vintage, przepiękne trasy spacerowe i wąskie, leniwe uliczki ze starymi domami.

      I taka jesień jaką mamy za oknem jest fajna - słońce i kolory, niby chłodno, ale pięknie. I znów mogę nosić wszystkie swoje grube, ciepłe rajstopy w pastelowych kolorach i z "warkoczami". Albo posiedzieć zawinięta w koc na ławce na balkonie, z kotem rozkosznie rozciągniętym na moich kolanach. I można dużo różnych herbat nakupować bo to jest pora na herbaty, na plaster pomarańczy w imbirowej, na sok malinowy w tej z cytryną, na solidną łyżkę miodu w każdej... Dużo kaprysów można taką jesienią usprawiedliwić, rozleniwić się, zadumać.

      Taka zadumana i rozleniwiona nawet obiadu dziś nie zobiłam, i to też kocham, że mój M. wcale nie ma pretensji tylko sam sobie smaży pieczarki :) Żyć, nie umierać.

       

      P.S.: Co nie znaczy, że jakby ktoś słyszał o jakiejś pracy, to nie może mi dać znać ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Wszystko to, co kocham jesienią”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 października 2010 16:44
  • niedziela, 01 sierpnia 2010
    • Niby obecna

      Odzywam się, aby te nieliczne duszyczki, które jeszcze do mnie zaglądają zaglądać nie przestały, ale po prawdzie to ciężko mi coś pisać. Jakoś nie mogę się ogarnąć od zakończenia studiów - wydawałoby się raj, wolne, dużo czasu... A tu czasu wcale dużo nie ma jak się okazuje, a jak już jest to przepełniony frustracją z powodu niemożności znalezienia pracy. Ba, nawet ofert jak na lekarstwo. Humor więc mi nie dopisuje, nos mam zwieszony na kwintę i kiepski ze mnie kompan obecnie. Chociaż dziś byłam na jarmarku św. Dominika i było naprawdę fajnie, artystycznie i kolorowo. Polecam tym, którzy w okolicy :)

      W ogóle dużo "bywam" ostatnio - a to Open'er, a to jarmark, a to mnie nawet do Warszawy wywiało na koncert Pink Martini, więc chyba nie powinnam narzekać. Ale myślałam, że z tą pracą tak jakoś sprawniej pójdzie... O naiwności.

      Jeśli chodzi o czytanie to dużo lepiej mi szło jak się uczyłam. Teraz teoretycznie mogę bezkarnie. Ale trudno mi się zabrać. Nie pytajcie czemu, nie potrafię wytłumaczyć, paradoks jakiś...

      Więcej sobie dłubie w decoupage, zmotywowana znajomymi i ich stoiskiem w Łebie. Zawsze to miło jak się komuś moja praca spodoba na tyle, żeby kupić. W tym sezonie króluje lawenda i oczywiście motywy morskie. Trochę się pochwalę, a co ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Niby obecna”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 sierpnia 2010 22:42
  • czwartek, 01 lipca 2010
    • Mów mi dobrze...

      Niedługo bronię pracę magisterską, i chociaż na czytanie znajduje czas to na pisanie o tym już niekoniecznie... Boję się, że pouciekają mi wszystkie ważne myśli i refleksje na temat przeczytanych książek. Jeszcze bardziej boję się obrony, a najbardziej... tego co będzie potem. Cóż. Zobaczymy.

      Bardzo się ostatnio przywiązałam do tej piosenki. Wreszcie udało mi się być na ich koncercie i było super :) Więc dzielę się tą małą radością z Wami, bo mam nadzieję, że ktoś jeszcze tutaj zagląda.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      czwartek, 01 lipca 2010 19:30
  • środa, 17 marca 2010
    • Najwyraźniej przegapiłam nadejście wiosny

      Musi tak być, nie inaczej. Bo jak wytłumaczyć te skąpo ubane dziewczyny, które zaczęły pojawiać się na ulicach? Skąd ta miłosna aura, która zawisła w powietrzu niczym tchnienie wiosny właśnie?

      Nie dalej jak parę dni temu widziałam na uczelni młodszą koleżankę studentkę paradującą w butach na niebotycznych obcasach, do tego sandałkach. Tak, sandałkach, z dziurami to tu to tam. Zaniemówiłam - ale nic to, myślę, wszak mogła dziewoja samochodem przyjechać, buty przebrać i dlatego nie straszne jej ani te śniegi ani błota... Jakoś się tak staro poczułam w moich siermiężnych kozakach, kurtce z futrzastym kołnierzem, z których jednak za nic bym jeszcze nie zrezygnowała. Ba, co rano ochoczo wciągam rajstopy pod spodnie bo zmarźlak jestem nieprzeciętny.

      Jedna jaskółka wiosny nie czyni, więc nie martwiłam się jeszcze, że z moją zdolnością poznawczą jest coś nie tak. Ale dni mijają, pogoda się nie poprawia - wręcz pogarsza - a panien w sandałkach coraz więcej. Przysięgam! I teraz to już je wszędzie widzę, nawet na przystankach autobusowych więc argument z jeżdżeniem samochodem odpada. Do tego te legginsy cieniutkie, do łydek ochlapane błotem, na sam widok których gęsiej skórki dostaję. I kurteczki króciutkie, leciutkie, i szorty nawet! Wiosna jak nic.

      Żyję więc chyba w jakiejś innej czasoprzestrzeni bo jak wyjrzę za okno to widzę padający śnieg z deszczem, a jak wystawię nos za drzwi to mi na przemian odmarza i jest urywany przez porywisty, zimny, dobrze mi znany, nadmorski wiatr. Zupełnie nie wiem co za oknem widzą i co czują te tak wiosennie ubrane dziewczyny. Nie wiem, ale im zazdroszczę.

      Obiecuję, że następnym razem będzie bardziej książkowo - łapię każdą chwilę i doczytuję Norwegian Wood Murakamiego, w kolejce czeka parę ciekawych bibliotecznych zdobyczy, a i moje półki uginają się od zakupionych w ostatnim czasie książek - przydałoby się zilustrować jakiś stosik ale boję się takiego naocznego dowodu moich ostatnich wydadtków.

      Póki co trzymajcie się ciepło i nie przegapcie wiosny!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Najwyraźniej przegapiłam nadejście wiosny”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ninetaj
      Czas publikacji:
      środa, 17 marca 2010 15:26

Kanał informacyjny

Napisz do mnie
annamea(at)gmail.com